Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

mniemaniu, że można ostatecznie dojrzeć defekt na wierzchu, żaden wzrok jednak nie dojrzy, co się dzieje we wnętrzu brzucha. Uśmiechał się z goryczą i politowaniem, słysząc, jak ktoś mówił do kogoś:
- Niech pan spojrzy, jak ta kobieta jest cudownie zbudowana!
- W istocie! - mówił ten drugi z zachwytem - ani cienia błędu.
- O, głupcy! - myślał Dorn - o, ślepi! Jeśli nie ma sztucznych żeber z aluminium, to ma piersi z gutaperki, a jeśli ma piersi prawdziwe, to ma przyprawione ucho.
I śmiał się, i był mądry.
Serce w nim płakało wciąż, pochlipywało właściwie, jak dziecko, co się nie może zupełnie w płaczu utulić, a jednak on się śmiał. Z pasji, z wściekłości, ze zdenerwowania. Wiedział, że go nic nie odstraszy, że to rzecz nieskończona, że jak ćma w płomień, tak on wpadnie w nową jakąś awanturę i jak człowiek, który używa kokainy, choć rozumie niebezpieczeństwo tego życia, tak on nie mógł się obronić przed pociągającym urokiem trucizny.
Bawił się zupełnie tragicznie, bo zaczęła się w nim budzić chora ciekawość, co mu się właściwie może zdarzyć jeszcze. Może się okazać najwyżej (!), że kobieta, z którą się ożeni wreszcie, będzie cała sztuczna, będzie genialnie zrobioną lalką, którą on porozkręca i będzie po kawałku wyrzucał przez okno. Więcej się nic zdarzyć nie mogło.
Dorn stawał się fatalistą, który się losowi śmieje w nos.
Zamieszkał w małej mieścinie, gdzie był spokój i cisza. W takiej małej mieścinie nie ma sztucznych kobiet, bo kto tu nie ma oka, ten go sobie nie sprawi za drogie pieniądze, ani nie będzie sztukował nosa parafiną, bo to trzeba zrobić w Paryżu; tu chodzi każdy z takim


Strony: