Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

ucałowali się trzy razy wspornic, siedem razy on ją ucałował pojedynczo. Potem zaczęli omawiać następne spotkanie. Dorn chciał jak najprędzej - bał się, że do jutra panienka może stracić oko lub nos.
- Zobaczymy się dziś! - powiedziała, poważniejąc. - Muszę panu udowodnić, że ja nie jestem byle kim, choć jestem z prowincji.
- Jesteś cudna!
- Ale i coś więcej. O mnie już wiele wiedzą, ale jutro będzie mówił cały kraj.
- Urżnęła się panienka! - pomyślał wesoło Dorn, jeszcze bardziej się radując, bo widocznie niebiańska ta istota i mózg ma w porządku, tylko bowiem mózg zdrowy i w szlachetnym stanie reaguje na alkohol.
- Niech się pan nie śmieje! - rzekła ona tonem zarozumiałym. - Jutro pan będzie dumny, że mnie pan zna. Ja robię wielką karierę.
- Czemuż to, najmilsza kobieto na świecie?
- Dowie się pan. Przedtem ojciec zabronił mi mówić.
- Dobrze, już dobrze!
- Niech pan przyjdzie dziś o dziewiątej do Akademii Medycznej. Ja tam będę z ojcem. Poznam pana z moim ojcem. Ale niech pan koniecznie usiądzie w pierwszym rzędzie.
- Czy to będzie prelekcja?
- Pewnie będzie i prelekcja. Ja będę pana szukała w pierwszym rzędzie.
Pożegnali się najczulej, po czym Dorn poszedł rozmyślać i czekać godziny dziewiątej. Jeszcze świateł nie zapalili w auli, a on siedział w pierwszym rzędzie amfiteatru. Mało go to obchodziło, że ojciec, prowincjonalny lekarz, chce być koniecznie na medycznym wykładzie. Trudno. Dla kobiety można godzinę spędzić i z doktorami.
Salę zapełniono szczelnie. Dziesięć minut było po dziewiątej, a panienki jeszcze nie było. Dorn był niespokojny, ale drzwi już zamknięto i z


Strony: