Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

człowiek jednak się upije. Jest to tylko nieznaczny przykład, jak mocna jest namiętność w sercu człowieczym.
Jakżeż straszliwe czyni ona wysiłki, jeśli idzie o kobietę! Oto właśnie tu się rozpoczyna żałosna i frasobliwa historia kawalera Stanisława Dorna, który był Polakiem, mimo swego dziwnego nazwiska.
Był to przyjaciel mój, którego bardzo miłowałem. Szczupły, wiotki, łagodnego usposobienia, miał oczy niebieskie, takie, którymi zawsze patrzy marzenie, wypatrując na horyzoncie czegoś, co nigdy się nie zjawi. Zawsze blady, hodował w sobie melancholię. Serce miał tak napełnione potrzebą kochania, jak owoc słodyczą, źródło czystością wody, jak dusza kobiety napełniona jest żółtą nienawiścią, jak dziennikarski kałamarz plugastwem, jak niebo napełnione jest aniołami, pszczołami ul, kryminał rzezimieszkami, co wszystko ma znaczyć, że tą potrzebą kochania napełnione było po brzegi. Wszystko, co było w tym człowieku, było pragnieniem kobiety.
- Taką można by spotkać tylko w niebie i czy ja wiem - może w Indiach...
- W Indiach... tak... może w Indiach - szeptał Dorn jakby do siebie, patrząc na obraz z zachwytem.
W tym czasie kochał się w pannie sklepowej, która sprzedawała zapalniczki do papierosów. Dorn miał ich już kilkadziesiąt, co dnia bowiem od pewnego czasu kupował jedną i kupując, wzdychał. Panienka miała narzeczonego, konnego policjanta, dość więc trudno było blademu człowiekowi bez konia dotrzymać placu rumianemu człowiekowi z koniem. Sam koń był dla panienki więcej wart, niż cały Dorn.
Taki oto był ten dziwny i biedny kawaler, który kochał zawsze i nigdy nie mógł znaleźć, który byt blady, jak jego marzenie. Klątwa jakaś


Strony: