Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
Pan musi być dobry...
Dorn spojrzał na nią z niebiańskim wyrazem twarzy.
- Nie pomyliła się pani, jestem dobry. Zrobię, co pani każe! Co pani ma do roboty na placu Zgody?
- Nic. Tylko stamtąd umiem trafić tam, gdzie wczoraj jadłam śniadanie z ojcem. Teraz ojciec mnie na parę godzin opuścił, bo poszedł do Akademii Medycznej i mamy się spotkać o szóstej, a teraz jest dopiero pierwsza, więc idę sama coś zjeść.
- Sama? To niemożliwe! Musi mnie pani zabrać z sobą!
- Pana? Czyż ja mogę pana zabrać? Pan jest strasznie dobry! Ale ja nie wiem...
Dorn, rozpromieniony jak żak, kiwał już ręką na automobil. Zawiózł dziewczynę do pierwszorzędnej knajpy, służył jej jak dziecku, dokazywał jak człowiek, który zgubił swoje nieszczęście. Biedna prowincjonalna duszyczka była w pięćdziesiątym czwartym niebie; siódme - nie dałoby najmniejszego wyobrażenia o jej szczęściu. Po szampanie chciała go koniecznie pocałować, melba z ananasem wydała jej się czymś tak drogocennym, że oddanie za nią cnoty dziewiczej byłoby lichą zapłatą. Dorn miał rumieńce i szalał. Kochał się od pierwszej minut czterdzieści pięć, naturalnie na wieki. Kiedy się panienka oblizała po melbie, wpadł w zachwyt, upewniony bowiem co do szczegółów jej budowy mniej więcej jawnych, miał jednak podejrzenia, czy panienka posiada język. To, że mówiła, nie było żadnym dowodem; kobieta potrafi mówić nawet bez języka. W tej chwili ujrzał go w całej chwale i był szczęśliwy. Był też szczęśliwy z powodu niesłychanego apetytu dziewczątka. Nie zauważył, że i garsoni, zdumieni, pokazywali ją sobie dyskretnie i szeptali cicho po kątach.
Na przejażdżce w automobilu po lasku,
Dorn spojrzał na nią z niebiańskim wyrazem twarzy.
- Nie pomyliła się pani, jestem dobry. Zrobię, co pani każe! Co pani ma do roboty na placu Zgody?
- Nic. Tylko stamtąd umiem trafić tam, gdzie wczoraj jadłam śniadanie z ojcem. Teraz ojciec mnie na parę godzin opuścił, bo poszedł do Akademii Medycznej i mamy się spotkać o szóstej, a teraz jest dopiero pierwsza, więc idę sama coś zjeść.
- Sama? To niemożliwe! Musi mnie pani zabrać z sobą!
- Pana? Czyż ja mogę pana zabrać? Pan jest strasznie dobry! Ale ja nie wiem...
Dorn, rozpromieniony jak żak, kiwał już ręką na automobil. Zawiózł dziewczynę do pierwszorzędnej knajpy, służył jej jak dziecku, dokazywał jak człowiek, który zgubił swoje nieszczęście. Biedna prowincjonalna duszyczka była w pięćdziesiątym czwartym niebie; siódme - nie dałoby najmniejszego wyobrażenia o jej szczęściu. Po szampanie chciała go koniecznie pocałować, melba z ananasem wydała jej się czymś tak drogocennym, że oddanie za nią cnoty dziewiczej byłoby lichą zapłatą. Dorn miał rumieńce i szalał. Kochał się od pierwszej minut czterdzieści pięć, naturalnie na wieki. Kiedy się panienka oblizała po melbie, wpadł w zachwyt, upewniony bowiem co do szczegółów jej budowy mniej więcej jawnych, miał jednak podejrzenia, czy panienka posiada język. To, że mówiła, nie było żadnym dowodem; kobieta potrafi mówić nawet bez języka. W tej chwili ujrzał go w całej chwale i był szczęśliwy. Był też szczęśliwy z powodu niesłychanego apetytu dziewczątka. Nie zauważył, że i garsoni, zdumieni, pokazywali ją sobie dyskretnie i szeptali cicho po kątach.
Na przejażdżce w automobilu po lasku,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255