Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

Jeśli pan taki dobry... ła w istocie boję się sama chodzić nawet w dzień przez te okropne ulice... Tu mogą człowieka rozjechać na śmierć każdej chwili... U nas w miasteczku jeździ tylko beczka z wodą i to bardzo powoli, więc się nikt nie boi.
Dorn uśmiechnął się po raz pierwszy od wielu dni, lecz zaraz zgasił uśmiech, jak jaskrawą świecę. Słuchając miłej paplaniny, patrzył bystro i oglądał ją przenikliwie. Rozdziewał oczyma z jaskrawej sukienczyny i badał, badał, jak inkwizytor duszę. Oczy w porządku, włosy również, nos prawdziwy. Mężczyzną chyba nie jest, gdyż zbyt jest drobna i ma wysoki przyjemny głosik. Nogi śliczne, rąk ma tyle, ile trzeba, ani jednej za mało, ani jednej za wiele. Widzi, słyszy, gada, chodzi, rusza rękoma. Niczego jej nie brak, jest kompletna. Nie, ta kobieta nie jest fenomenem. Ale jeszcze sobie nie dowierzał, pomyślawszy, że wszystko ukryć potrafi kobieta. Więc zadawać począł zdumionej dziewczynie zwariowane pytania:
- Czy pani dobrze widzi?
- Jak jastrząb!
- Niechże mi pani przeczyta, co tam napisane na tym małym szyldzie?
- Ale po co? Napisane jest „Akuszerka, Magdalena”.
- A czuje pani jak ulica brzydko pachnie?
- Tak, benzyną!
- A gdyby szybko najechał na panią wprost automobil - co by pani zrobiła?
- Uciekłabym jak szalona.
- Bogu dzięki. Bogu dzięki! - mówił uradowany Dorn.
Nagle jednak spojrzał na nią bystro. - A dlaczego pani zwróciła się do mnie?
- Przepraszam, jeśli panu zrobiłam przykrość...
- Ależ przeciwnie! zrobiła mi pani żywą przyjemność, ale dlaczego do mnie?
Panienka spuściła oczy.
- Bo pan tak przyzwoicie wygląda i... tak miło...


Strony: