Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

stało? - wołał kapitan, szybko biegnąc.
- Młody Polak zwariował! - krzyknął gruby pan - o, o, jest tam! tam!
- Pompy! - wołał kapitan - prędko oblać go wodą, bo zleci na łeb. Dwóch majtków niech go straszy z przeciwnej strony, dwóch niech go ściągnie za nogi, potem zamknąć w kajucie. Biedny Polak! Bardzo był miły!
- O tak! - westchnęła panienka - strasznie był miły!
I z jednego oka spłynęła jej łza, biedactwu.
Ale i on. Dorn, godzien był politowania. W przeciągu miesiąca zdarzyły mu się trzy wypadki, co najmniej przykre Przecież można tą ilością obdarzyć dwóch jeszcze gentlemanów. Dlaczego jednak wszystkie trzy historie musiały się wydarzyć jemu?
Dorn wzniósł oczy do nieba z niemym wyrzutem i westchnął tak głęboko i tak boleśnie, że Pan Bóg sam zwrócił na to uwagę.
- Co za nieszczęsny człowiek tak wzdycha? - zapytał.
Odpowiedziały anioły:
- Człowiek, który szuka żony i nie może znaleźć całej kobiety.
- Ach, to Dorn! - rzekł Pan Bóg i machnął ręką. I tyle było całej parady w niebie z powodu wielkich nieszczęść kawalera Dorna. Spochmurniał i był biedny. Postanowił jednak nie zbliżać się do żadnej kobiety. Serce w nim skarżyło się z racji tego postanowienia, jak żałośnie rozkochany słowik, albowiem było pełne słodyczy i pragnęło miłości tak zachłannie, jak pijak pragnie wódki. Dorn jednak się zawziął. Był pewny, że Wenus Milońska wtedy tylko nie ma rąk, kiedy on na nią patrzy i że zaraz odrastają, kiedy on odejdzie. Wiedział, że kiedy się zbliży do zupełnie zdrowej i nieuszkodzonej kobiety, to się z nią musi coś stać: albo jej oko wypadnie, albo zęby, albo oderwą się jej nogi


Strony: