Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

a na okręcie jest burza. Pan gna jak burza. Jakiej pan jest narodowości?
- Jestem Polakiem...
- Ach, tak myślałam. Rycerski, piękny naród. Mój ojciec uwielbia Polaków.
- A pani?
- Ja myślę... ja myślę, że ich nawet można kochać... Mężczyźni w Polsce muszą być piękni i smutni...
Dorn spojrzał na nią z rozrzewnieniem. Miała drobną twarzyczkę, nosek nieco zadarty, była bardzo młoda. Spojrzał szybko na włosy, były obojętnego koloru, więc pewnie prawdziwe; spojrzał na piersi - jakie takie, ledwie się rysujące, więc z pewnością prawdziwe, bo fałszerz zawsze przesadza. Uczyniło mu się błogo. Coś go niepokoiło w tej figlarnej twarzyczce, lecz cóż może być fałszywego w twarzy? Nie śmiał się zresztą zbytnio jej przyglądać, gdyż ona nie zdejmowała z niego oczu; zdawało się, że jednym się uśmiecha wesoło, aby go zachęcić, a drugim, spokojnym, przestrzega poważnie, że się mało znają i że nie trzeba zapominać o pięknych i przyzwoitych formach.
Dorn był zachwycony. Mewy już opuściły okręt, komin nie dymił. Jego smutki także już odleciały, serce przestało wydzielać z siebie czarny osad melancholii. Za godzinę był zakochany; w sześćdziesiątej pierwszej minucie postanowił się oświadczyć, dowiedziawszy się, że panienka jest wolna, że jest bogata, że nigdy nikogo nie kochała, ale bardzo tego pragnie i że ojciec jej jest na okręcie, tylko w tej chwili gra w brydża. To go jeszcze zachęciło. Ojciec, który gra w brydża, musi być miłym człowiekiem i dobrym ojcem.
Ucałował jej ręce, kiedy odchodziła, bo nie wypadało już dłużej rozmawiać we dwoje z młodym człowiekiem, tym bardziej, że pasażerowie, zagnani do kajut upałem,


Strony: