Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

zrywając się z krzesła. - Za to, że pani jest szlachetna i zbliżyć się raczyła do najnieszczęśliwszego człowieka na ziemi, a w tej chwili na morzu?
- To pan jest taki nieszczęśliwy? - zaszemrał cichutko jej głos.
- Pani - rzekł Dorn, już namiętnie - widzi pani tego ponurego majtka? Wygląda tak, jakby zamordował ojca i matkę. A jednak jest on szczęśliwszy ode mnie. Pewnie gdzieś w jakimś porcie jest jakaś straszliwa może kobieta, która go kocha. - A mnie nie kocha nikt. Widzi pani te mewy. Lecą za okrętem, ale kiedy się pożywią, wrócą do swoich gniazd na skałach. A ja lecę, lecę bez końca i nie pożywię się nigdy. Szukam rzeczy, którą przecież znajdowało miliony ludzi, a ja jej znaleźć nie mogę i nie znajdę chyba nigdy...
- Czegóż pan szuka?
- Miłości. Szukam serca, które by jednym drgnieniem odpowiedziało mojemu sercu, które już nie woła, lecz krzyczy, rozpaczliwie krzyczy...
- I pan go nie znalazł?
- Nie znalazłem!
- To dziwne. Pan taki piękny...
- Ja? Piękny?
Dorn podniósł na nią oczy z rozrzewnieniem. Powiedziała to głosem słodkim i dobrym, więc sam nie wiedząc co czyni, wyciągnął ku niej obie ręce, a ona po chwili wahania podała mu swoje, po czym usunęła je łagodnie.
- Jaka pani jest dobra! - rzekł serdecznie.
- Proszę tego nie mówić. Nie zna mnie pan. Jeśli kiedy byłam dobra, to tylko w tej chwili, bo chciałabym, ogromnie bym chciała, aby panu było dobrze i aby pan... znalazł to serce... to najdroższe serce...
- Ja myślę, że już je znalazłem - rzekł gorąco Dorn.
- Jeszcze nie! - zawołała panienka wesoło. - Ale jakie to dziwne rzeczy dzieją się na morzu! Na wodzie jest cisza,


Strony: