Dusze z papieru

Autor: Kornel Makuszyński

ojców.
— Ale ja muszę wiedzieć!
— Ten, co płaci, ten jest ojcem. Za ciebie płacił szambelan. No, a prawdziwym ojcem jest doktor... Ale dla ciebie ojcem jest szambelan,..
Jakóbowi zdawało się, że zwaryował. Poszedł do szambelana i powiada:
— Niech się panu nie zdaje, że pan jest moim ojcem. To doktor...
W szambelana piorun uderzył; wszystkie piękne marzenia w proch się rozwiały; wściekły jest, że mu zabrano uciechę.
— Ja cię też od samego początku nie mogłem znosić... Cham jesteś... A to twoje ordynarne zdrowie.,. Jesteś cham!,,.
Czyż nie »głupi« Jakób? Tak tanio mógł sobie sprawić szczęście. A on chciał prawdy...
Cham! W istocie posiada — »ordynarne zdrowie«. Teraz nie może zrozumieć, czego od niego chcą... Hanka plunęła mu w twarz i poszła do sypialni szambelana. Jest wielką panią; ma wspaniałe tualety i wszystkiem rządzi. Niesłychanym swoim sprytem, chytrością dzikiego zwierza doprowadziła do awantury między szambelanem a jego rodziną. Sama chce zostać na pogorzelisku i rządzić chce sama; jakaś straszna złość ja karmi, w chytrych oczach pali jej się rozpacz. Rozpacz za jej dziką miłością.
»Głupi Jakób« dopełnia miary głupstwa i chce odejść w świat. W Hance zawyła wszystka krew; wrota za odchodzącym Jakóbem, woła w śmiertelnym przestrachu, że naprawdę odejdzie. Zapomniała o całej swojej chytrości, która budowała intrygę z niesłychaną perfidyą, gdyż w decydującej chwili musiała z niej wyjrzeć zdrowa samica.
Schwytał ich szambelan i zakończył komedye; przekonał się, jak stoją sprawy, ale boi się skandalu i swojej samotności; stary zblazowany despota udaje wspaniałomyślność: pożegnał się z Jakóbem, a sam zaczyna życie ze swoją zgryzotą. Rozpoczął swoje szczęście — partyą. domina.
— Ty jesteś mojem szczęściem! — kłamie sam sobie i swojemu


Strony: