Dusze z papieru
Autor: Kornel Makuszyński
się w duchu natrząsa z tych »tragedyi«, lecz tylko dlatego, że sztukę pisał poeta tak poważny jak Żuławski i przed nim się tylko udaje — że się tym historyom nieprawdziwym wierzy.
Zygmunt Orlicz, wmówiwszy w siebie, że teraz dla rozmaitości należy od sławy wrócić do szczęścia, powtarza się haniebnie i jak pierwej uciekł od narzeczonej, która mu była uosobieniem szczęścia, tak teraz, ucieka od aktorki, która mu sławę jego fałszywą przypomina. Jest wobec tego mało pomysłowy w urozmaicaniu dramatycznej akcyi i gdyby tak jeszcze miała się w dalszym ciągu komedyi sprawdzić zapowiedź aktorki, powiedziana pod adresem Orlicza: »ty wrócisz!« — urządziłby Orlicz spektakl na modłę da capo senza fine — bo znów z kolei musiałby uciec od narzeczonej.
Jeżeli przeto komedya Żuławskiego musi być koniecznie nazwana w tytule »komedyą pomyłek«, to dlatego tylko, że się w niej Orlicz wciąż myli, a za Orliczem autor. Pomylił się, wmawiając tonem seryo (więc seryo to przyjąć się musi), że mu szczęście zawadza w twórczości; poznawszy pomyłkę, myli się po raz drugi, sądząc, że mu szczebiotanie pensjonarek goryczą życie twórcze zaprawia. Potem się już po raz trzeci pomylił i ostatni, sądząc, że widz w to wszystko ze współczuciem uwierzy. Dla widza byłby ten Orlicz może zajmującym w jednym wypadku: gdyby go wolno było nie brać poważnie, gdyby go autor nie obwarował fałszywym nimbem poetyckości, lecz jako kabotyna pierwszej wody, jako typ haniebnie zdeprawowany, wydał na pastwę jadowitego śmiechu. Ale tragedye z tego robić?
Płakać nad nim?
Z czcią nabożną patrzeć, jak się biedny Orlicz targa i za cenę łez pisze?
Nie! to trudno!
I dopiero, kiedy jego narzeczona przejrzała jego duszę kabotyńską i śmieje się boleśnie, mówiąc: »poeta chciał sobie trochę porozpaczać i uciekł odemnie!« — wtedy dopiero widz czuje, że miał
Zygmunt Orlicz, wmówiwszy w siebie, że teraz dla rozmaitości należy od sławy wrócić do szczęścia, powtarza się haniebnie i jak pierwej uciekł od narzeczonej, która mu była uosobieniem szczęścia, tak teraz, ucieka od aktorki, która mu sławę jego fałszywą przypomina. Jest wobec tego mało pomysłowy w urozmaicaniu dramatycznej akcyi i gdyby tak jeszcze miała się w dalszym ciągu komedyi sprawdzić zapowiedź aktorki, powiedziana pod adresem Orlicza: »ty wrócisz!« — urządziłby Orlicz spektakl na modłę da capo senza fine — bo znów z kolei musiałby uciec od narzeczonej.
Jeżeli przeto komedya Żuławskiego musi być koniecznie nazwana w tytule »komedyą pomyłek«, to dlatego tylko, że się w niej Orlicz wciąż myli, a za Orliczem autor. Pomylił się, wmawiając tonem seryo (więc seryo to przyjąć się musi), że mu szczęście zawadza w twórczości; poznawszy pomyłkę, myli się po raz drugi, sądząc, że mu szczebiotanie pensjonarek goryczą życie twórcze zaprawia. Potem się już po raz trzeci pomylił i ostatni, sądząc, że widz w to wszystko ze współczuciem uwierzy. Dla widza byłby ten Orlicz może zajmującym w jednym wypadku: gdyby go wolno było nie brać poważnie, gdyby go autor nie obwarował fałszywym nimbem poetyckości, lecz jako kabotyna pierwszej wody, jako typ haniebnie zdeprawowany, wydał na pastwę jadowitego śmiechu. Ale tragedye z tego robić?
Płakać nad nim?
Z czcią nabożną patrzeć, jak się biedny Orlicz targa i za cenę łez pisze?
Nie! to trudno!
I dopiero, kiedy jego narzeczona przejrzała jego duszę kabotyńską i śmieje się boleśnie, mówiąc: »poeta chciał sobie trochę porozpaczać i uciekł odemnie!« — wtedy dopiero widz czuje, że miał
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221