Dusze z papieru

Autor: Kornel Makuszyński

wziął«, co wszystko na swą miarę przykroi, co nawet »z węża dryakiew« przyrządzi.
Zadumał się i z zadumy na światło wywiódł dusze najpiękniejsze, jakie kiedykolwiek chadzały po polskiej scenie.
Parami, modą poloneza:
Więc najpierw pani Dobrójska, szanowna wielce a czcigodna; loki jej się kołyszą jakby do taktu, a ona, końcami palców suknię ująwszy, modli się w duszy, by jej rumieniec na twarz leciwą wypłynął, bo Radost, co po redutach stare nogi włóczy, strzyże oczyma nieprzystojnie w stronę jej białych pończoszek.

Za nimi para prześliczna; jakby Pan Tadeusz z grobu wstał i Zosię wiódł!
Gucio i Aniela!
»Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny, pewnie to jego kochanka«.
On modniś, w pyszny frak opięty, wczoraj jeszcze »pod złotą papugą« harce szlacheckie wyprawiał, dziś się w jej niebieskie oczy na śmierć zapatrzył i rozmiłowanym głosem jej powiada:

»Wierz mi. są dusze dla siebie stworzone;
Niech je w przeciwną los potrąci stronę.
One wbrew losom, w tym lub tamtym świecie,
Znajdą, przyciągną i złącza się przecie.
Tak jak dwóch kwiatów obce sobie wonie,
Łącza się w górze, jedna w drugiej tonie«...

A ona prześliczną główkę pełną ma przerażających awantur, wszakże ma pod poduszką ukryte »Męża Kloryndy zjecie wiarołomne«; zrobiła grymas, jakby koło niej krokodyl był, nie Gucio, bo ją przecież straszliwa przysięga wiąże, że nigdy niczyją żoną nie będzie. Lepsza śmierć albo klasztor, ale już w szóstym akcie, bo w piątym trzpiot Gucio z ust jej straszliwą przysięgę zcałuje, tak dokumentnie, że już poraź drugi przysięgać nie będzie.
W trzeciej parze, półdyablę szlacheckie, srogi kozak w powiewnej sukience, Klara, mówi tysiąc słów na minutę i ciągnie za sobą Albina, co »niedługo cały w fontannę się zmieni«, albo


Strony: