Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
Lohengrinie!
— Co też mówisz? Ja się wybieram od dwóch lat. I jakżeż było?
Dialog ożywiał się nadzwyczajnie i zataczał coraz szersze kręgi.
Rzecz jasna, że wiele nas ten profesor nie nauczył, bo zanim wyczerpaliśmy sto jeden gotowych do odrobienia tematów, zawsze się odzywał serdeczny nasz wybawiciel, dzwonek szkolny. Godzina mijała jak z bicza trząsł ku obopólnemu zdumieniu, raczej ku wesołemu przerażeniu profesora, w którym w rytm dzwonka dzwoniło ponurym głosem uczciwe sumienie. Zrywał się jak opętany i miał tylko tyle czasu, aby na następną lekcję „zadać” jakiś tam ustęp do przygotowania.
Nadchodził jednak czas, kiedy zacny ten człowiek wpadał w furię; odbywało się to nieodmiennie na jakiś miesiąc przed wakacjami; mógł się zjawić inspektor, mogli chcieć skontrolować stan naszych umysłów, wiele — jednym słowem — zewsząd groziło niebezpieczeństw. Profesor tedy rwał z kopyta, dusił nas i napędzał, ale nigdy nie patrzył w naszą stronę, jakby się bał, biedaczysko, że jeśli spojrzy i ujrzy przemiłe uśmiechnięte, serdeczne nasze spojrzenia, to przepadł. Już i tak cierpiał widocznie, bo nie wiedział od nas, co się dzieje w teatrze, kogo zaangażowali, kto umarł, ani kto się narodził; nie wiedzieć, co się dzieje w czyim domu, kto się żeni, komu się co urodziło? Ha! to trudno... Jak nie można, to nie można.
I o dziwo! Chłopaki brały się do roboty jak furiaci i zawsze kończyło się dobrze. Zdarzało się, że zacny profesor sam podpowiadał, kiedy groziło niebezpieczeństwo i gdy jaka wysoka, groźna figura asystowała przy lekcji. Znaliśmy go do ostatniej komórki serca i byliśmy go pewni; on z nami postępował z dobrocią, my z nim bez wojny; wszystko było w porządku.
Wojnę jawną i zdecydowaną prowadziło się dość rzadko, bo profesor to jest armata, a żak jest wróblem, wynik wojny dość łatwy był do
— Co też mówisz? Ja się wybieram od dwóch lat. I jakżeż było?
Dialog ożywiał się nadzwyczajnie i zataczał coraz szersze kręgi.
Rzecz jasna, że wiele nas ten profesor nie nauczył, bo zanim wyczerpaliśmy sto jeden gotowych do odrobienia tematów, zawsze się odzywał serdeczny nasz wybawiciel, dzwonek szkolny. Godzina mijała jak z bicza trząsł ku obopólnemu zdumieniu, raczej ku wesołemu przerażeniu profesora, w którym w rytm dzwonka dzwoniło ponurym głosem uczciwe sumienie. Zrywał się jak opętany i miał tylko tyle czasu, aby na następną lekcję „zadać” jakiś tam ustęp do przygotowania.
Nadchodził jednak czas, kiedy zacny ten człowiek wpadał w furię; odbywało się to nieodmiennie na jakiś miesiąc przed wakacjami; mógł się zjawić inspektor, mogli chcieć skontrolować stan naszych umysłów, wiele — jednym słowem — zewsząd groziło niebezpieczeństw. Profesor tedy rwał z kopyta, dusił nas i napędzał, ale nigdy nie patrzył w naszą stronę, jakby się bał, biedaczysko, że jeśli spojrzy i ujrzy przemiłe uśmiechnięte, serdeczne nasze spojrzenia, to przepadł. Już i tak cierpiał widocznie, bo nie wiedział od nas, co się dzieje w teatrze, kogo zaangażowali, kto umarł, ani kto się narodził; nie wiedzieć, co się dzieje w czyim domu, kto się żeni, komu się co urodziło? Ha! to trudno... Jak nie można, to nie można.
I o dziwo! Chłopaki brały się do roboty jak furiaci i zawsze kończyło się dobrze. Zdarzało się, że zacny profesor sam podpowiadał, kiedy groziło niebezpieczeństwo i gdy jaka wysoka, groźna figura asystowała przy lekcji. Znaliśmy go do ostatniej komórki serca i byliśmy go pewni; on z nami postępował z dobrocią, my z nim bez wojny; wszystko było w porządku.
Wojnę jawną i zdecydowaną prowadziło się dość rzadko, bo profesor to jest armata, a żak jest wróblem, wynik wojny dość łatwy był do
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145