Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

znajdą. Uśmiech jest złotym dzieckiem miłości, n oni mają serca wyschnięte, już bez miłości Trzeba im ją przypomnieć.
— Słowa moje są bez siły...
— A cóżeś ty, człeczyno mizerny, myślał, że tak potrafisz, jak tamci, o których ci mówiłem? Nie zdołasz... Znasz jednak drogę, którą szli?
— Wiem, od serca do serca.
— Tak, nie najgorzej pomyślałeś. Więc mów, jak potrafisz...
— Ale o czym?
— O czym? O wszystkim! Miłość jest wszędzie i we wszystkim. Uśmiech lata jak ja, promień słoneczny. A serca ludzkie są niepoliczone. Opowiadaj bajki tym, których nawet bajka, sieroca, biedna bajka odbiegła, przeraziwszy się naszczekiwania złego psa zgryzoty. Lecz tylko całym sercem, całą duszą kochaj wszystko biedne i tą miłością napełnij tak słowa swoje, aby były jak pszczoły, słodyczą obarczone. I każ im lecieć, jak pszczołom, na wszystkie strony świata...
— Nie potrafię, boję się...
— Ach, człowieku utrapiony! Płakać potrafi z was każdy, tylko śmiać się nie potrafi!
— Ja już próbowałem.
— I nie udało się. To nie był uśmiech, lecz konwulsja. Teraz ja ci pomogę... Widzisz mnie?
— Widzę...
— Oto przebiegam karty twego papieru. Słyszysz, jak szeleszczą?
— Słyszę...
— Teraz spłynąłem na twoją rękę... Teraz wyżej... wyżej...
— Gdzie jesteś?
— Na oczach twoich. Co widzisz?
— Widzę złote koła wirujące...
— Co jeszcze? co jeszcze?
— Widzę miliony ludzkich oczu, które patrzą w pustkę albo są pełne łez.
— Co jeszcze? co jeszcze?
— Widzę głód, który kąsa, i śmierć, która zabija, Na pomoc, na pomoc!
— Nie, ty ich ocalisz... Spływam z oczu twoich, bobyś się przeraził.
— Gdzie jesteś, promieniu?
— Co czujesz, człowieku?
— Czuję słodycz w moim sercu i


Strony: