Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

podniósłszy głos, jakbyś dopiero teraz przystępował do właściwej sprawy, bredzisz dalej o dziesięciu cesarzach, o niegodnym Odoakerze i żalić się poczniesz wreszcie, jak ptaszek, nad śmiercią zachodniego cesarstwa; chociaż ci daty podpowiadają wyraźnie, nigdy ich nie wypowiadaj łatwo, tylko ich niby szukaj w głowie z niemałym trudem, co ma znaczyć, że kombinujesz je z faktów historycznych i wyławiasz w całym morzu najrozmaitszych dat, które masz w głowie. Dobrze jest nawet datę pomylić o rok, a zaraz się poprawić z uśmiechem politowania nad samym sobą, że się w ogóle mogłeś pomylić!
Jest to jednak przykład łatwy i nie budzący należytej grozy. Dobry podpowiadacz z takiej małej opresji wyratuje cię zawsze bez wielkiego niebezpieczeństwa. Może się jednak zdarzyć katastrofa, że profesor, zamiast siedzieć za katedrą, gdzie jest jego miejsce, zaczyna się włóczyć po całej klasie, na co stanowczo minister oświaty nie powinien pozwolić, gdyż to zupełnie wywraca naturalny porządek rzeczy i niemalże uniemożliwia wszelkie podpowiadania, w każdym zaś razie zmusza do nadzwyczajnych wysiłków i tak już bardzo prześladowanych męczenników nauki. W takim tragicznym wypadku bierze udział solidarnie cała klasa i przeżywa z tobą męki nieznośne i myśli latają jak błyskawice, szukając wyjścia z matni i szukając na gwałt sposobu, w jaki by można wyratować nieszczęsnego bęcwała? Więc daty pokażą ci na palcach, nazwiska zaś ktoś ci wygaduje, ale bez głosu, tak jak głuchoniemy, ty zaś musisz ze składu ust poznać Atyllę i odróżnić go od Odoakera, aby jednemu z nich nie przypiąć śmierci drugiego i nie pomieszać nieboszczyków.
Najtrudniej wtedy o wątek, o tę odrobinę wapna, którą trzeba do kupy zlepić romans. Potrzebna jest do tego malutka okruszyna czasu, byleby tylko na dwa mrugnięcia oka odwrócić uwagę stojącego tuż przy tobie profesora. Jest na to tylko


Strony: