Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
nieszczęścia świata stąd pochodzą, że diabeł zawsze gdzieś posieje kobietę—demona? Już nawet nie mówiąc o nieszczęściach tak przeraźliwych, jak wojna trojańska lub awantura o Kleopatrę. Spójrzcie jednak dokoła siebie; wszak nieszczęście ryczy z bólu tuż obok was, na odległość ręki! Czemuż to profesor historii szaleje, dręczy nas, katuje, „wyrywa” najmniej przygotowanego i stawia pały? Bo jest zdenerwowany, zrozpaczony, wściekły, jędzowaty. A dlaczegóź jest zdenerwowany, zrozpaczony, wściekły i jędzowaty ten człowiek, który musze przedtem nie uczynił krzywdy? Bo się kocha! Kocha się w jakiejś pięknej lafiryndzie, która go nie chce, bo natura kobiety nie znosi historii. A my cierpimy przez tę kobietę. I sami szukamy nieszczęścia w teatrze! Chcemy sobie pourywać łby dla dwóch śpiewaczek, które dbają o nas mniej niż o dziurawą pończochę...
Tak mówił rozum, a gniewliwe serce na to:
— Niech tamten najpierw ustąpi i niech powie, że jego primadonna jest tyczka chmielowa.
Nikt nie chciał ustąpić, ale w każdym razie po takiej serdecznej rozmowie z rozumem zelżała zazwyczaj mocno napięta cięciwa łuku. Na galerii uczyniło się nieco ciszej i burza cichła powoli, powoli.
Aże ryknęła jak sto diabłów.
Mało im, w tym przeklętym teatrze, było dwóch śpiewaczek — sprawili sobie trzecią. Wpadła ona w burzliwy nasz żywioł jak meteor, jak bomba, jak czerwone szaleństwo; wybuchła na scenie jak petarda i odłamkami ugodziła każdego w serce; młoda, śniada, z czarnymi oczyma, żywa jak iskra, łobuz w spódnicy, śmignęła przez scenę jak burza.
Obstupuerunt omnes...
Najpierw padło na nas wielkie zdumienie, a potem wybuchło szaleństwo jak gejzer. Z wyciem sankiulotów strąciliśmy dawne bożyszcza z piedestałów do teatralnej rupieciarni i na wielkim wrzasku, jak na spiżowej tarczy, wynieśliśmy nową Astarte.
Rewolucje
Tak mówił rozum, a gniewliwe serce na to:
— Niech tamten najpierw ustąpi i niech powie, że jego primadonna jest tyczka chmielowa.
Nikt nie chciał ustąpić, ale w każdym razie po takiej serdecznej rozmowie z rozumem zelżała zazwyczaj mocno napięta cięciwa łuku. Na galerii uczyniło się nieco ciszej i burza cichła powoli, powoli.
Aże ryknęła jak sto diabłów.
Mało im, w tym przeklętym teatrze, było dwóch śpiewaczek — sprawili sobie trzecią. Wpadła ona w burzliwy nasz żywioł jak meteor, jak bomba, jak czerwone szaleństwo; wybuchła na scenie jak petarda i odłamkami ugodziła każdego w serce; młoda, śniada, z czarnymi oczyma, żywa jak iskra, łobuz w spódnicy, śmignęła przez scenę jak burza.
Obstupuerunt omnes...
Najpierw padło na nas wielkie zdumienie, a potem wybuchło szaleństwo jak gejzer. Z wyciem sankiulotów strąciliśmy dawne bożyszcza z piedestałów do teatralnej rupieciarni i na wielkim wrzasku, jak na spiżowej tarczy, wynieśliśmy nową Astarte.
Rewolucje
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145