Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

więcej niż wszystko, co w nim jest, nic więcej prócz uśmiechu. Widzisz?...
— Na Boga, nie widzę nic...
— Ach, tak! Nie możesz widzieć, bo ci zwilgotniały oczy... To dobrze! Zaraz z nich spłynie wszystka czarność i wszystek mrok. Ty nie jesteś złym człowiekiem.
— Nie! nie!
— Także się cieszę!... Cóż to? Już masz oczy jasne? Uśmiechasz się?
— Cicho, cicho, promyku!
— Kocham cię za to... O, gdybyś wiedział, tobyś nawet udawał uśmiech, aby im ulżyć.
— Czy można ulżyć nędzy uśmiechem?
— Tak, uśmiechem pełnym tak słodkiej miłości, aby była słodszą niż chleb. Nędza i cierpienie jest największą zbrodnią świata i czymś tak straszliwym, że Bóg posmutniał.
— A ludzie?
— Ludzie wymyślili drugą hańbę: dobroczynność. Rzuca się kęs spleśniałego chleba i chce się za to iść do nieba. Więc wszystko na świecie prócz ludzi chce pocieszyć nieszczęśliwych: słońce, księżyc, wiatr, las i morze; gwiazda i kwiat, i ja, promień zabłąkany wśród rozpaczy.
— Cóż mogę ja, człowiek?
— Mało, wiem, że mało. Możesz jednak uczynić, co ja czynię. Niewiele to, prawie nic, ale większą jest, ofiara pokornego serca niż złota ofiara bogacza. Możesz iść moją droga, tu i tam, i wszędzie.
— I choćbyś miał w duszy tysiąc zgryzot, a w sercu morze łez, znajdź jednak na jego dnie uśmiech.
Położysz go na spłakanych oczach, a uśmiechną się.
Położysz go na ustach spragnionych, a wyda się im jak kropla rosy.
Położysz go na serce zziębnięte i ogrzejesz je.
Pokażesz go duszy udręczonej, a ona na moment jeden zapomni o udręczeniu.
Uśmiechem miłości zapełnisz noc bezsenne i pełną zgryzoty, zetrzesz nim z warg ludzkich słowo przekleństwa.
Uśmiech jest wielkim szczęściem ludzi bardzo biednych, którzy sami już go w sobie nie


Strony: