Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
primadonny, zależnie od tego, do którego należał stronnictwa, zależnie od tego, czyim był rycerzem. Cierpiało się w każdym razie dla idei; jedna idea była bardzo chuda i miała nieco za długie nogi, druga była przysadkowata i miała nogi zbyt krótkie. Idee wyglądają rozmaicie.
Pierzchnął spokój z Olimpu, bo bogowie zaczęli się wodzić za łby. Z czasem byłaby się ta wojna stała nudną, bo wszyscy mieli już naderwane płuca i ręce na nic zbite i już się nikomu nie chciało zbytnio wojować, gdyby tylko był możliwy jakiś polityczny rozejm, który obie strony mogły przyjąć; nie narażając na szwank honoru i ambicji. My bylibyśmy się może pogodzili, tylko że nasze bóstwa, na scenie uśmiechnięte, a drapieżne za kulisami, wcale tego nie pragnęły. One miały z tej wojny czysty zysk; my chodziliśmy pochmurni, a one promieniały i jeśli się lewej stronie galerii udało nieco pognębić wrzaskiem stronę prawą, zawsze któraś z nich miała przyjemną chwilę w swoim pudrowanym życiu. W nas zaś kisło serce, zdarzało się bowiem, że z nakazu uczuć wyższych rwała się najlepsza przyjaźń, bo kolega z tej samej szkolnej ławy był giermkiem „tamtej”, a ty byłeś giermkiem „tej”, trudno więc było dojść do porozumienia we wszystkich dziedzinach żakowskiego żywota. Rozjątrzenie doprowadzało do tak potwornej zbrodni, że rycerz chudej i długiej odmówił — o, zgrozo! — pozwolenia rycerzowi pękatej na odpisanie rachunkowego, bardzo trudnego zadania.
Trwoga padła na młode serca na widok takiej nieprawdopodobnej ohydy. Czuliśmy, że nas zgubią te piękne kobiety, i drżeliśmy, aby się tak nie stało. Zaczęliśmy coraz częściej gadać z miałkim naszym rozumem który, uradowany chęcią zakończenia wojny, tłumaczył nam, jak umiał, że się źle bawimy.
Rozum mówił nam:
— Czyście poszaleli? Czyście się napili blekotu? Czy nie wiecie, że wszystkie największe
Pierzchnął spokój z Olimpu, bo bogowie zaczęli się wodzić za łby. Z czasem byłaby się ta wojna stała nudną, bo wszyscy mieli już naderwane płuca i ręce na nic zbite i już się nikomu nie chciało zbytnio wojować, gdyby tylko był możliwy jakiś polityczny rozejm, który obie strony mogły przyjąć; nie narażając na szwank honoru i ambicji. My bylibyśmy się może pogodzili, tylko że nasze bóstwa, na scenie uśmiechnięte, a drapieżne za kulisami, wcale tego nie pragnęły. One miały z tej wojny czysty zysk; my chodziliśmy pochmurni, a one promieniały i jeśli się lewej stronie galerii udało nieco pognębić wrzaskiem stronę prawą, zawsze któraś z nich miała przyjemną chwilę w swoim pudrowanym życiu. W nas zaś kisło serce, zdarzało się bowiem, że z nakazu uczuć wyższych rwała się najlepsza przyjaźń, bo kolega z tej samej szkolnej ławy był giermkiem „tamtej”, a ty byłeś giermkiem „tej”, trudno więc było dojść do porozumienia we wszystkich dziedzinach żakowskiego żywota. Rozjątrzenie doprowadzało do tak potwornej zbrodni, że rycerz chudej i długiej odmówił — o, zgrozo! — pozwolenia rycerzowi pękatej na odpisanie rachunkowego, bardzo trudnego zadania.
Trwoga padła na młode serca na widok takiej nieprawdopodobnej ohydy. Czuliśmy, że nas zgubią te piękne kobiety, i drżeliśmy, aby się tak nie stało. Zaczęliśmy coraz częściej gadać z miałkim naszym rozumem który, uradowany chęcią zakończenia wojny, tłumaczył nam, jak umiał, że się źle bawimy.
Rozum mówił nam:
— Czyście poszaleli? Czyście się napili blekotu? Czy nie wiecie, że wszystkie największe
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145