Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
poczciwych zaczyna się mieszać odrobina współczucia ze zgrozą. Nikt tego jednak po sobie nie pokazał, czekają wszyscy jak tam będzie z głosem.
O, co to jest? Głóg srebrzysty, dźwięczny i miły. Na galerii poruszenie, bo galeria jest sprawiedliwa; będzie stroić dla utrzymania konsekwencji przez czas niejaki rozmaite małpie miny, ale niesprawiedliwej krzywdy nikomu nie wyrządzi. Galeria jednak jest pełna rezerwy i nie wydaje sądów pośpiesznych, dlatego po pierwszym akcie parter bardzo żywo klaszcze, a galeria skąpo.
„Nasza” primadonna, niewiasta zawsze słodko na fizjognomii uśmiechnięta, ale w przepaścistej aktorskiej duszy zapewne bardzo chytra, rozgrywa wielką grę: nagle zjawia się w antrakcie w aktorskiej loży i patrzy słodkim wzrokiem ku galerii. Och! Galeria czyta w tym spojrzeniu: „Drogie chłopaki, czy mnie zdradzicie?” — Jako żywo, nie! Nagle zrywa się tajfun i wprawia cały teatr w popłoch; to straszliwa owacja na cześć bezrobotnej primadonny, która posyła nam całusa i sprowokowawszy hecę, znika z loży. Ale co to biedactwo, ta nowa musiała przecierpieć za kulisami, o tym żaden bęcwał, żaden matoł nie pomyślał. Bóg ją jednak dziwnie nagrodził, odebrawszy nam rozum i pomieszawszy języki nasze. Po trzecim akcie nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo skąd nastąpiła na galerii nagła zmiana; połowa galerii wyła na cześć dawnej, a druga połowa, upodobawszy sobie nową śpiewaczkę, rzuciła bez ceremonii w proch dawne sentymenty i na burzliwym wrzasku, jak na wichrze, wyniosła nowe bóstwo pod niebiosy. Harmider się zrobił niebywały i z porządnej dotąd galerii jeden wielki się uczynił kryminał. Chłopaki skakały sobie do oczu jak koguty, tupały, grzmiały i wyły. Musiało się to podniecenie udzielić i dystyngowanej części teatru, bo i na parterze był wcale miły wrzask i klaskanie.
Był to smutny początek wojny smętnej, bratobójczej i długotrwałej. Zgoda
O, co to jest? Głóg srebrzysty, dźwięczny i miły. Na galerii poruszenie, bo galeria jest sprawiedliwa; będzie stroić dla utrzymania konsekwencji przez czas niejaki rozmaite małpie miny, ale niesprawiedliwej krzywdy nikomu nie wyrządzi. Galeria jednak jest pełna rezerwy i nie wydaje sądów pośpiesznych, dlatego po pierwszym akcie parter bardzo żywo klaszcze, a galeria skąpo.
„Nasza” primadonna, niewiasta zawsze słodko na fizjognomii uśmiechnięta, ale w przepaścistej aktorskiej duszy zapewne bardzo chytra, rozgrywa wielką grę: nagle zjawia się w antrakcie w aktorskiej loży i patrzy słodkim wzrokiem ku galerii. Och! Galeria czyta w tym spojrzeniu: „Drogie chłopaki, czy mnie zdradzicie?” — Jako żywo, nie! Nagle zrywa się tajfun i wprawia cały teatr w popłoch; to straszliwa owacja na cześć bezrobotnej primadonny, która posyła nam całusa i sprowokowawszy hecę, znika z loży. Ale co to biedactwo, ta nowa musiała przecierpieć za kulisami, o tym żaden bęcwał, żaden matoł nie pomyślał. Bóg ją jednak dziwnie nagrodził, odebrawszy nam rozum i pomieszawszy języki nasze. Po trzecim akcie nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo skąd nastąpiła na galerii nagła zmiana; połowa galerii wyła na cześć dawnej, a druga połowa, upodobawszy sobie nową śpiewaczkę, rzuciła bez ceremonii w proch dawne sentymenty i na burzliwym wrzasku, jak na wichrze, wyniosła nowe bóstwo pod niebiosy. Harmider się zrobił niebywały i z porządnej dotąd galerii jeden wielki się uczynił kryminał. Chłopaki skakały sobie do oczu jak koguty, tupały, grzmiały i wyły. Musiało się to podniecenie udzielić i dystyngowanej części teatru, bo i na parterze był wcale miły wrzask i klaskanie.
Był to smutny początek wojny smętnej, bratobójczej i długotrwałej. Zgoda
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145