Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

rozpaczy”, łamie ręce, biedactwo, łamie serce, targa włosy i z wielkiego żalu po stracie miłości pokazuje gołe nogi. Nic nowego już nikt nie wymyśli.
Ale dawniej cudowne były operetki! Rzewne i śliczne, i pełne takiej miłości, że serce wzbierało oceanem wzruszenia. Dzisiaj w operetkach miauczą, a pierwej śpiewali, bo w operetce Offenbacha, Straussa, Sulivana albo Audrana trzeba było śpiewać dużo i pięknie. Dowcipu było w nich mnóstwo, tak że się teatr za brzuchy łapał i za boki się trzymał. Aktory operetkowe te były znakomite aktory i kawalarze niezrównani. Kiedy taki Świetny aktor lwowski, Skalski, w czasie przedstawienia Mikado ujrzał w loży wielkorządcę Galicji, Badeniego, padł aa brzuch na acenę se okrzykiem zamiast: „Mikado!” — „Ba — de — ni!” Heca była pierwszej klasy i Skalski poszedł, zdaje się, de aresztu.
Najładniejsze jednak były operetki rzewne, gdzie miłość me darła się z rozpaczy, tylko sobie cichutko pochlipywała, pociągając nosem z wielkiego wzruszenia. My — bałwany poczciwe — bardzo braliśmy do serca te liryzmy i słuchaliśmy smutno, jak Sztygar śpiewał boleśnie i krwawo ironicznie:

O młynarce z pewnej wsi
Młody rybak ciągle śni.
Ona t niego imiała fiy
„Ach, to nie dla mnie mąż, ach nie!”
Z dumnym czołem poszła w świata
li bawiła kilka lat,
Gdyy wróciła do wsi swej,
Duma znikła, z czoła jej!

Cóż się bowiem stało? Rybakowi „Już wychłódło”; teraz ona prosi, a on nie chce. Powiada jej gorzko:

Wybacz i nie gniewaj się,
To nie dla mnie żona, ach nie!

Ona strasznie płakała.
A w Baronie cygańskim czy nie było mnóstwa rzewnej rozkoszy? A w Tyrolce czy słuchaczowi bardziej czułemu nie mogło pęknąć serce, kiedy tenor, wziąwszy w dłoń serce swoje rozkochane, jak kamień, ciska go w pierś swej


Strony: