Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

galeria była w dumnej wojnie z całym światem, było dobrze. Były jednak czasy...; Eheu!..? Serce mi się krwawi... Były złe i ponure czasy wojny domowej, ciężkiej walki bratobójczej, kiedy to galeria, opętana przez demona niezgody, biła się ze sobą, kiedy to mnóstwo Kainów było pośród nas; kiedy się pobili Grekowie szlachetni tak, że garściami wyrywali sobie młode sadzonki włosów z młodych, niedowarzonych łbów... O, ucisz się, serce, które nie możesz przełknąć hańby!
I o cóż poszło?, — Jak zwykle, o drobiazg: o kobietę.
Rozdział szósty
Awantura w rodzinie

Więcej niż na operze, a prawie tak, jak na dramacie, znaliśmy się — na operetce. Proszę, aby się nikt w tym miejscu nie uśmiechnął z politowaniem, gdyż operetka owych czasów to nie dzisiejsze idiotyzmy, nawet uśmiechu niewarte. Każda dzisiejsza operetka jest historią niemądrą; w pierwszym akcie oni się kochają i na znak wielkiej miłości tańczą bardzo wesoło; w drugim akcie zawsze się robi, nie wiadomo dlaczego, awantura, tenor śpiewa z goryczą i rzuca primadonnie w upudrowaną twarz pogardliwe kalumnie, a primadonna płacze, tańczy smutno, bo ma serce na nic popękane; robi się dramatyczna scena: primadonna odchodzi, odwraca się jednak, czegoś jej żal, więc podbiega do tenora, wyciąga ku niemu chude ręce, ale on się odwraca, więc ona śpiewa dziko:
„Me gorzkie łzy wylałeś ty, odchodzę wraz na wieczny czas!” — i wybiega.
Wtedy tenor wrzeszczy rozpaczliwie:
— „Księżno! zatrzymaj się!”
Jej już jednak nie ma, bo łajdak przeciągnął strunę i zanadto wielki dramat zrobił babie. W trzecim akcie wszyscy się godzą, wskutek tego z wielkiej radości bardzo tańczą.
Czy to jest mądre? Nie. I oto taka sama historia powtarza się w każdej nowej operetce, tak że primadonna w każdej nowej roli powtarza swoje dramatyczne konwulsje w „tańcu


Strony: