Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

uspokójcie się, batiary, bo będzie szkandal!” — ale robi to tylko tak „na niby”, bo sam także pragnie, aby śpiewali raz jeszcze. Śpiewaczka uśmiecha się do nas kwaśno, ale się uśmiecha, potem daje znak kapelmistrzowi.
Tak, to dobrze! Po co zaczynać z takimi, jak my? Raz jeden kapelmistrz próbował i tego wieczoru nie pozwolił, ale na drugi raz to my nie pozwoliliśmy jemu zacząć. Awantura była pierwszej klasy: co on do pulpitu — my w krzyk; zabawa ta trwała z pół godzimy. Przysłali na galerię aż dwóch (?) policjantów. No i co? Wielkie rzeczy! Kiedy policjanty były po lewej stronie galerii, wrzeszczała prawa, kiedy pobiegli na prawą, krzyczała lewa, a kiedy jeden pilnował lewej, a drugi prawej, robił się w środku podkowy taki tumult, jakby dwustu ludzi nagle dostało obłąkania z bólu zębów. Najspokojniejsi ludzie, nie należący do sprzysiężenia, zarażeni obłędem, dostawali spazmów z krzyku. Kogoś tam zaaresztowali na pięć minut, ale to nic! Kapelmistrza musieli zmienić.
Wreszcie ludzie zmądrzeli i przestali się z nami prawować, bo i na dobrą sprawę nie było o co — wszak chcieliśmy wspólnego dobra i działaliśmy w interesie wszystkich. Zresztą kto zapłacił za bilet, ten chciał coś za to mieć... Jest to argument ze względu na nas słabszy, ale ostatecznie może być użyty.
Potęga galerii okazywała się w całej pełni. wtedy, gdyby chcieli któremu z aktorów okazać wyjątkowe zadowolenie i kiedy wywoływaliśmy go po spuszczeniu kurtyny. Aktor na to, jak na lato, ale czasem i on miał dość tej męczącej awantury z wychodzeniem przed rampę i składaniem czołobitnych ukłonów, patrzyliśmy zaś bystrze, czy on się kłania dołowi teatru, czy też nam. Bywały wypadki, że nieszczęsny nasz ulubieniec wychodził dwadzieścia razy przed kurtynę. Po czym nam zasychało w gardle i mdlały nam ręce. Aktorowi było lżej, bo szedł na piwo.
Jak długo


Strony: