Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
miękkich fotelach i w czerwonych lożach mogła sobie być pogoda, a jeśli na galerii była chmura, to w pewnej chwili grom z niej błyskotliwy i jadowity wystrzelał i walił w scenę, aż dudniało.
Żadnych żartów! Galeria ma zawsze rację, to ma serce, a kto do teatru przychodzi bez serca, sam sobie winien. Więc się czasem zdarzało, że na galerię padło wzruszenie i galeria miała łzy w oczach. Działo się to zresztą bardzo często, gdyż galernicy, to znaczy — my, mieliśmy serca czułe, łaskotliwe, jak kucharki. Wtedy w teatrze odbywała się generalna próba Sądu Ostatecznego. Ktoś na przykład zaśpiewał na scenie bardzo ślicznie jakąś rzewną arię! Galeria ma serce gdzieś pod gardłem i gada sobie:
— Mamo moja! jak ona to śpiewa! O, Boże!
Więc się zrywa burza i klaszcze piorunami.
— Bis! bis1 bis!
Dyrygent chce grać dalej. Nie ma tak dobrze! Burza wali się z góry z większym jeszcze trzaskiem. Śpiewaczka pokazuje na gardło, niby, że drugi raz nie może. Co to znaczy: nie może? Mogła raz, wydoił i drugi raz...
— Bis! bis! bis!
Parter podnosi niemądre głowy i bezecnie zaczyna sykać w górę w widocznej chęci obrażenia nas. Tego to już za wiele! Spojrzały chłopaki po sobie, co na galerii starczy za długie gadanie, i urządziły koncert. Teatr bity setkami rześkich nóg dudni, jak straszliwy bęben; wszystkie lampy drżą, jaskółki w całym mieście wypadają z gniazd, straż pożarna denerwuje się, myśląc, że się gdzieś pali. Pełtew występuje z brzegów, choć szczur ją mógł przejść; dorożkarskie konie, wszystkie bliskie śmierci, strzygą uszyma i chcą uciekać; na Łyczakowskim cmentarzu trąca blady nieboszczyk zielonego nieboszczyka Ł pyta: „nie wie pan kolega, co się stało?” — wojsko zatacza na gwałt armaty, myśląc, że rewolucja; policjant dyżurny na galerii udaje, szelma, że jest zirytowany i krzyczy wniebogłosy: „ta
Żadnych żartów! Galeria ma zawsze rację, to ma serce, a kto do teatru przychodzi bez serca, sam sobie winien. Więc się czasem zdarzało, że na galerię padło wzruszenie i galeria miała łzy w oczach. Działo się to zresztą bardzo często, gdyż galernicy, to znaczy — my, mieliśmy serca czułe, łaskotliwe, jak kucharki. Wtedy w teatrze odbywała się generalna próba Sądu Ostatecznego. Ktoś na przykład zaśpiewał na scenie bardzo ślicznie jakąś rzewną arię! Galeria ma serce gdzieś pod gardłem i gada sobie:
— Mamo moja! jak ona to śpiewa! O, Boże!
Więc się zrywa burza i klaszcze piorunami.
— Bis! bis1 bis!
Dyrygent chce grać dalej. Nie ma tak dobrze! Burza wali się z góry z większym jeszcze trzaskiem. Śpiewaczka pokazuje na gardło, niby, że drugi raz nie może. Co to znaczy: nie może? Mogła raz, wydoił i drugi raz...
— Bis! bis! bis!
Parter podnosi niemądre głowy i bezecnie zaczyna sykać w górę w widocznej chęci obrażenia nas. Tego to już za wiele! Spojrzały chłopaki po sobie, co na galerii starczy za długie gadanie, i urządziły koncert. Teatr bity setkami rześkich nóg dudni, jak straszliwy bęben; wszystkie lampy drżą, jaskółki w całym mieście wypadają z gniazd, straż pożarna denerwuje się, myśląc, że się gdzieś pali. Pełtew występuje z brzegów, choć szczur ją mógł przejść; dorożkarskie konie, wszystkie bliskie śmierci, strzygą uszyma i chcą uciekać; na Łyczakowskim cmentarzu trąca blady nieboszczyk zielonego nieboszczyka Ł pyta: „nie wie pan kolega, co się stało?” — wojsko zatacza na gwałt armaty, myśląc, że rewolucja; policjant dyżurny na galerii udaje, szelma, że jest zirytowany i krzyczy wniebogłosy: „ta
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145