Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

Bogucki — Montflery’ego (czytam ten afisz z serca).
Dnia tego zamianowaliśmy Józefa Chmielińskiego największym aktorem całej Europy, Ameryki i wielu innych części świata, kochankiem zasię naszym stał się Cyrano, kapitan czart. Staliśmy się szlachetni jak on, dumni jak on i jak on rycerscy. Nie należy dodawać, że zaimponował nam wszystkim, lecz jeden wzgląd, jedna jego cnota, na którą mało kto zwrócił uwagę — zawróciła nam doszczętnie w głowie. Bił się cudownie, ale to mało; od tego był Gaskończykiem, aby się dobrze bił. Kochał cudownie — racja! — ale od tego był poetą; umierał ślicznie i rzewnie z tego samego powodu. Nie ma co! — morowy człowiek! Ale, o ludzie! W jednym miejscu człowiek ten niesamowity zaimponował nam, nam, którym się zdawało, że na całym świecie nie mamy równych w jednym przedziwnym kunszcie, w sztuce podpowiadania! Wszak treścią, duszą, istotą szkoły jest podpowiadanie; gdyby ta sztuka zanikła, „można by zamknąć wszystkie szkoły na świecie. Byli wśród nas mistrze nad mistrzami, co umieli ci podpowiedzieć odpowiedź na profesorskie pytanie w sposób diabelski (o czym będzie naukowy rozdział) — lecz tak podpowiadać cudownie, bo bez przygotowania, jak Cyrano podpowiadał Chrystianowi pod balkonem — tego chyba nikt na świecie nie potrafi. Rymami! najśliczniejsze wiersze! O pocałunku!
Kochaliśmy te wiersze i każde wśród nich słowo. Rycerska: burza powiała ze sceny jak huragan, rycerską łapą chwyciła nas za płowe czupryny i poniosła na księżyc. Życie uczyniło się piękniejsze. Warto było żyć, och, warto! Wszystko naokoło mas było szare, malutkie i mizerne, a ten Francuz zwariowany rzucił nam nowe jakieś życie ze srebrnego księżyca. Podnosiliśmy oczy na księżyc, a Cyrano jego twarzą do nas się uśmiechał. Księżyc stal się nam bliski i kochany, bo tam byt Cyrano, ten czarodziej, co nam swoją przeczystą szpadą


Strony: