Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
jeszcze będzie? To jest poeta, to rozumiem! Trzeba było odsłony karbować scyzorykiem na poręczy galerii!
Zobaczmy jednak tego Cyrana. Trochę nas zaniepokoiło to, że w dniu premiery niesłychanie trudno było dostać się na paradyz. Oj, to coś znaczy... Na okienku kasy wisi kartka: „Wszystkie bilety wysprzedane”. Coś więc ludzie musieli się zwiedzieć o tej sztuce i może to być sztuka „morowa”, bo i afisz teatralny jest jakiś uroczysty, biało—czerwony, jaki bywa tylko na wielkim przedstawieniu.
Zaniepokoiło nas to do tego stopnia, że już o godzinie piątej węszyliśmy u drzwi teatru. Miny niespokojne, w oczach początek trwogi i ciekawości. Zrobił się taki ścisk, że dostaliśmy się do teatru łatwo, a już to samo nastroiło nas przychylnie dla sztuki.
Rany boskie! To nie sztuka, to coś takiego... coś takiego... Nie! to się nie da powiedzieć! Musieliśmy to wyrazić wyciem tak przeciągłym, tupaniem tak entuzjastycznym, że teatr drżał w posadach. Byłbym niemądry, gdybym to usiłował opisać, tego bowiem nie zdoła żadne ludzkie pióro. Któż opisze sen — sen wspaniały, burzliwy, rozkoszny, zalany oceanem rymów, przebity szpadą po stokroć przez serce, pełen miłości i śmierci, strzelania i krzyków, radości i rozpaczy, śmiechu i łez, sen pełen słońca i księżyca, Francuzów i Hiszpanów, sen, w którym od razu jest teatr i knajpa, i Paryż, i pole bitwy, i klasztor.
Gdyby tak jeszcze cmentarz — mój Boże! Ale i tego było dość! Tego już było za wiele, jak na biedną oszołomioną, nieszczęsną, rymami podrażnioną duszę!
A jak to grali: Cyrana — Chmieliński, Stachowiczowa — Roksanę, Wostrowski — Nevilleta, Feldman —. Rageneau, Hierowski — księcia, Nowacki — markiza, tego, co się pojedynkuje, Walewski — pijanego poetę, Różański — kapucyna, Jankowska — pazia, śliczna jak anioł Nałęczówna (umarło biedactwo!) — siostrę Martę,
Zobaczmy jednak tego Cyrana. Trochę nas zaniepokoiło to, że w dniu premiery niesłychanie trudno było dostać się na paradyz. Oj, to coś znaczy... Na okienku kasy wisi kartka: „Wszystkie bilety wysprzedane”. Coś więc ludzie musieli się zwiedzieć o tej sztuce i może to być sztuka „morowa”, bo i afisz teatralny jest jakiś uroczysty, biało—czerwony, jaki bywa tylko na wielkim przedstawieniu.
Zaniepokoiło nas to do tego stopnia, że już o godzinie piątej węszyliśmy u drzwi teatru. Miny niespokojne, w oczach początek trwogi i ciekawości. Zrobił się taki ścisk, że dostaliśmy się do teatru łatwo, a już to samo nastroiło nas przychylnie dla sztuki.
Rany boskie! To nie sztuka, to coś takiego... coś takiego... Nie! to się nie da powiedzieć! Musieliśmy to wyrazić wyciem tak przeciągłym, tupaniem tak entuzjastycznym, że teatr drżał w posadach. Byłbym niemądry, gdybym to usiłował opisać, tego bowiem nie zdoła żadne ludzkie pióro. Któż opisze sen — sen wspaniały, burzliwy, rozkoszny, zalany oceanem rymów, przebity szpadą po stokroć przez serce, pełen miłości i śmierci, strzelania i krzyków, radości i rozpaczy, śmiechu i łez, sen pełen słońca i księżyca, Francuzów i Hiszpanów, sen, w którym od razu jest teatr i knajpa, i Paryż, i pole bitwy, i klasztor.
Gdyby tak jeszcze cmentarz — mój Boże! Ale i tego było dość! Tego już było za wiele, jak na biedną oszołomioną, nieszczęsną, rymami podrażnioną duszę!
A jak to grali: Cyrana — Chmieliński, Stachowiczowa — Roksanę, Wostrowski — Nevilleta, Feldman —. Rageneau, Hierowski — księcia, Nowacki — markiza, tego, co się pojedynkuje, Walewski — pijanego poetę, Różański — kapucyna, Jankowska — pazia, śliczna jak anioł Nałęczówna (umarło biedactwo!) — siostrę Martę,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145