Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

mówi jakiś głos.
Przywołali mnie do przytomności sposobem gwałtownym, tak gwałtownym, że resztę nocy przespałem, leżąc na brzuchu. Inna naturalniejsza do snu pozycja była zbyt bolesna. Gdybym był miał syna, mógł był mnie zapytać nazajutrz, jak Franciszek Moor swego ojca hrabiego: „Czyś zdrów, mój ojcze, wyglądasz tak blado?”
Jakże nie miłować z całej duszy tego, dla czego się tyle poniosło ofiar, tyle wycierpiało krzywd, tyle boleści! Toteż się miłowało, och, jak się bardzo miłowało! Miłością tak bardzo namiętną, że już w młodym sercu nie było miejsca na mc chyba więcej, w każdym razie nie było tam miejsca na zło. Nie mogło się zmieścić już nic tam, gdzie płakał król Lear, gdzie szalał Cyrano, gdzie biadał Uriel Acosta, gdzie kusztykał Ryszard III, szukając w nim swego konia.
Uriel Acosta Gutzkowa był wtedy bardzo u nas modny i należał do sztuk uprzywilejowanych, licho wie, czemu? Rzecz prosta, że o tej żydowskiej, bardzo zresztą zajmującej hecy, nie umieliśmy wydać sądu. Była to „morowa” sztuka. W wyrazie „morowa” mieści się zachwyt bezkrytyczny; wszystko dobre, piękne, zajmujące, żywe, bujne i wszystko to, co serce porywało zachłannie i chłonęło w siebie, nazywało się „morowe”. Jest to krzepki i młody wyraz, rzec można — morowy wyraz. Nikt z nas nie znał przecie genialnego określenia tej sztuki przez jednego z krytyków niemieckich, który powiedział o niej: Ein merkwürdiges Schauspiel! So viele Juden und keine Handlung!
Myślę, że Uriel Acosta znalazł wielką u nas łaskę przez Romana Żelazowskiego. Był on wtedy in floribus i grał same takie role, za którymi przepadaliśmy razem z głową i z odrobiną rozumu w tej głowie. On ci to grał Uriela, Utella, Franca Moora, Henryka w Dzwonie zatopionym, Ludwika jedenasty, same takie pyszne rzeczy. Toteż nie było dla młodych szaleńców większego ponad niego aktora na


Strony: