Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
siódmej, a już o piątej pod drzwiami wiodącymi na szczyt ludzkiego szczęścia, na nie numerowaną galerię, był tłok mundurków.
Najbardziej i najgorliwiej cisnął się do drzwi ten, co miał zupełnie prawidłowe i uczciwe prawo wejścia, gdyż posiadał bilet, wiedząc, że jego kolega bez biletu całej nadludzkiej dobędzie energii i jednak dostanie się na górę przed nim, szalony odwagą i silny furią rozpaczliwą, gnany strachem, ciągniony w górę obłędem.
Różni różnych używali metod srogiego oszustwa (które Pan Bóg z góry rozgrzeszał), aby się dostać na paradyz. Po wielu latach doświadczeń żmudnych i bardzo skrupulatnych ustaliły się niektóre i były uznane jako niezawodne, wątpliwe lub ryzykowne.
Niezawodnym było ciche porozumienie. Łajdak bileter, od którego hołota, bywająca na galerii, nie kupowała afisza, ani — jako żywo — nie wypożyczała lornetki — nie mając innych źródeł dochodu, wchodził w złodziejską spółkę z nami. Po pewnym czasie mieliśmy swojego ministra pełnomocnego, który się dziwnymi znakami układał z bileterem. Pokazywał na migi cyfrę, a on albo się godził kiwnięciem głowy, albo nie, zazwyczaj jednak musiał się godzić, bo w przeciwnym razie zawsze mu mimo wszystkich z jego strony ostrożności ktoś z nas „przeciekł między palcami” i dostał się w górę. Taksa była niewielka, bilet kosztował halerzy czterdzieści, ten zaś bandyta puszczał nas sześciu, czasem — w dzień powszedni — siedmiu za czterdzieści halerzy. Z początku pierwszy z naszej bandy, który stał w kolei, wtykał mu w łapę pieniądze, a reszta wiała za nim jak huragan. Raz nam jednak rzezimieszek zrobił brzydki kawał, bo wpuścił naszego ministra finansów, a zaraz następnego niegodziwie, podstępnie, ohydnie i oszukańczo zatrzymał. Zdawało nam się, że nam teatr upadł na głowy.
Wobec takiego jawnego i nie znanego w dziejach teatru pogwałcenia
Najbardziej i najgorliwiej cisnął się do drzwi ten, co miał zupełnie prawidłowe i uczciwe prawo wejścia, gdyż posiadał bilet, wiedząc, że jego kolega bez biletu całej nadludzkiej dobędzie energii i jednak dostanie się na górę przed nim, szalony odwagą i silny furią rozpaczliwą, gnany strachem, ciągniony w górę obłędem.
Różni różnych używali metod srogiego oszustwa (które Pan Bóg z góry rozgrzeszał), aby się dostać na paradyz. Po wielu latach doświadczeń żmudnych i bardzo skrupulatnych ustaliły się niektóre i były uznane jako niezawodne, wątpliwe lub ryzykowne.
Niezawodnym było ciche porozumienie. Łajdak bileter, od którego hołota, bywająca na galerii, nie kupowała afisza, ani — jako żywo — nie wypożyczała lornetki — nie mając innych źródeł dochodu, wchodził w złodziejską spółkę z nami. Po pewnym czasie mieliśmy swojego ministra pełnomocnego, który się dziwnymi znakami układał z bileterem. Pokazywał na migi cyfrę, a on albo się godził kiwnięciem głowy, albo nie, zazwyczaj jednak musiał się godzić, bo w przeciwnym razie zawsze mu mimo wszystkich z jego strony ostrożności ktoś z nas „przeciekł między palcami” i dostał się w górę. Taksa była niewielka, bilet kosztował halerzy czterdzieści, ten zaś bandyta puszczał nas sześciu, czasem — w dzień powszedni — siedmiu za czterdzieści halerzy. Z początku pierwszy z naszej bandy, który stał w kolei, wtykał mu w łapę pieniądze, a reszta wiała za nim jak huragan. Raz nam jednak rzezimieszek zrobił brzydki kawał, bo wpuścił naszego ministra finansów, a zaraz następnego niegodziwie, podstępnie, ohydnie i oszukańczo zatrzymał. Zdawało nam się, że nam teatr upadł na głowy.
Wobec takiego jawnego i nie znanego w dziejach teatru pogwałcenia
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145