Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
wielkiej grze, spokój wspaniały ducha, jak przy śmiertelnym pojedynku, raczej uśmiech na twarzy, lekceważące spojrzenie, chytrość niedbałą w ruchach.
Przebieg samego procesu też był obmyślony głęboko i na tradycyjnym oparty doświadczeniu. Wiadomo bowiem, że system zbyt prosty jest już nic niewart i do niczego nie prowadzi, na pytanie bowiem: „ile pan da za to?” — odpowiadano: „a ile pan chce?” i tak można było do rana. Trzeba było działać inaczej, dowcipniej. Szedłeś na przykład sprzedawać „podręcznik do nauki religii”. Dziwne to, ale zawsze ta książka szła na pierwszy ogień. Boga bowiem nosiło się w tym wieku w sercu, nie w szkolnym tornistrze.
Ukrywałeś książkę pod kurtką i walisz do Żyda.
— Ma pan „podręcznik do religii”, panie Bodek?
— Czemu nie?
— Co to kosztuje?
— Prawie nic! Koronę...
— Tak! a jakbym ja chciał nie kupić, tylko sprzedać, tobyś pan dał pół!...
— U mnie nie ma różnicy. Słowo daję, że dałbym też koronę.
— No, to pan daj!
Wtedy dopiero wydobywało się książkę z ukrycia. Antykwariusz zaklinał się na żonę i dzieci, że jej nie potrzebuje, ale zawsze kupował, bo nie mógł zrywać stosunków ze wspaniałymi klientami.
Taki dowcipny kawał był jednak dobry na raz, najwyżej na dwa, bo się spopularyzował i ryba na widok przynęty gładziła wesoło brodę i uśmiechała się cynicznie.
Wreszcie wyszło ostatnie cielę z obory, a każdy stał jak wół na teatralne patrzący wrota. I wtedy dopiero wzywało się boskiej pomocy i cudu, i znaku z nieba. O! I znowu się udawało...
Na paradyzie były miejsca stojące i zawsze tam było tałałajstwa tyle, co śledzi w beczce. Dziw, ale zawsze kilka dziesiątków widzów więcej, niż sprzedano biletów i niż wolno było sprzedać. Drugi dziw, że się ten teatr nie zawalił.
Przedstawienie zaczynało się o
Przebieg samego procesu też był obmyślony głęboko i na tradycyjnym oparty doświadczeniu. Wiadomo bowiem, że system zbyt prosty jest już nic niewart i do niczego nie prowadzi, na pytanie bowiem: „ile pan da za to?” — odpowiadano: „a ile pan chce?” i tak można było do rana. Trzeba było działać inaczej, dowcipniej. Szedłeś na przykład sprzedawać „podręcznik do nauki religii”. Dziwne to, ale zawsze ta książka szła na pierwszy ogień. Boga bowiem nosiło się w tym wieku w sercu, nie w szkolnym tornistrze.
Ukrywałeś książkę pod kurtką i walisz do Żyda.
— Ma pan „podręcznik do religii”, panie Bodek?
— Czemu nie?
— Co to kosztuje?
— Prawie nic! Koronę...
— Tak! a jakbym ja chciał nie kupić, tylko sprzedać, tobyś pan dał pół!...
— U mnie nie ma różnicy. Słowo daję, że dałbym też koronę.
— No, to pan daj!
Wtedy dopiero wydobywało się książkę z ukrycia. Antykwariusz zaklinał się na żonę i dzieci, że jej nie potrzebuje, ale zawsze kupował, bo nie mógł zrywać stosunków ze wspaniałymi klientami.
Taki dowcipny kawał był jednak dobry na raz, najwyżej na dwa, bo się spopularyzował i ryba na widok przynęty gładziła wesoło brodę i uśmiechała się cynicznie.
Wreszcie wyszło ostatnie cielę z obory, a każdy stał jak wół na teatralne patrzący wrota. I wtedy dopiero wzywało się boskiej pomocy i cudu, i znaku z nieba. O! I znowu się udawało...
Na paradyzie były miejsca stojące i zawsze tam było tałałajstwa tyle, co śledzi w beczce. Dziw, ale zawsze kilka dziesiątków widzów więcej, niż sprzedano biletów i niż wolno było sprzedać. Drugi dziw, że się ten teatr nie zawalił.
Przedstawienie zaczynało się o
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145