Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
Ale zapolować na tygrysa (tygrysem był bileter) i być trzydzieści cztery razy w teatrze w jednym miesiącu, oto jest rozkosz rozkoszy, oto tryumf duszy genialnej!
— Stuknij się pan w czoło! — rzeknie mi czytelnik — jak można w dniach trzydziestu być w teatrze trzydzieści cztery razy?
— Uderz pan głową o mur! — rzeknę ja czytelnikowi — a wtedy pan pojmie! Nie tylko trzydzieści cztery razy, bo czasem trzydzieści pięć.
— Wariat!
— Sam wariat! Trzydzieści przedstawień codziennych wieczornych, cztery przedstawienia niedzielne, popołudniowe, a czasem jedno jeszcze w jakieś nadzwyczajne święto — ile to razem?
— Pan ma zawsze rację — mówi czytelnik i ściska mnie.
Oto prosta sprawa! Teraz proszę sobie wyobrazić, jak wielkiego natężenia myśli potrzeba było, jakich cudów, jakich wysiłków niezmiernych, by zdobyć niezdobytą fortecę tyle razy w miesiącu. Tak! czasem czułem się zmęczony... Czasem zlatywałem na łeb ze stromych schodów i wtedy ogarniało mnie niejakie zniechęcenie. Ale na krótko.
Sposobów na wzięcie udziału w uczcie bogów było wiele, najpierw zaś wyczerpywało się niezawodne: sprzedawało się książki szkolne, wielkim zresztą trudem zdobyte, ludzie jednak rujnują się dla kochanki, cóż dopiero, jeśli tą kochanką jest takie bydlę cudowne, jak teatr! W klasie trzeciej biblioteka naukowa składa się z książek sześciu lub siedmiu; należało więc niczego nie robić lekkomyślnie, lecz rozważnie, ostrożnie, z rozwinięciem nieprzebranego doświadczenia w sprawach handlowych. Żyd, książki od sztubaków kupujący, był to psycholog nie lada, wiedział, Kajfasz jeden, od jednego spojrzenia, dlaczego się książkę sprzedaje, czy się ją sprzedać musi ze względu na dług honorowy po przegranej w guziki, czy z głodu, czy z łakomstwa, czy dla rozkoszy pójścia do teatru. Trzeba więc było mieć twarz marmurową jak przy
— Stuknij się pan w czoło! — rzeknie mi czytelnik — jak można w dniach trzydziestu być w teatrze trzydzieści cztery razy?
— Uderz pan głową o mur! — rzeknę ja czytelnikowi — a wtedy pan pojmie! Nie tylko trzydzieści cztery razy, bo czasem trzydzieści pięć.
— Wariat!
— Sam wariat! Trzydzieści przedstawień codziennych wieczornych, cztery przedstawienia niedzielne, popołudniowe, a czasem jedno jeszcze w jakieś nadzwyczajne święto — ile to razem?
— Pan ma zawsze rację — mówi czytelnik i ściska mnie.
Oto prosta sprawa! Teraz proszę sobie wyobrazić, jak wielkiego natężenia myśli potrzeba było, jakich cudów, jakich wysiłków niezmiernych, by zdobyć niezdobytą fortecę tyle razy w miesiącu. Tak! czasem czułem się zmęczony... Czasem zlatywałem na łeb ze stromych schodów i wtedy ogarniało mnie niejakie zniechęcenie. Ale na krótko.
Sposobów na wzięcie udziału w uczcie bogów było wiele, najpierw zaś wyczerpywało się niezawodne: sprzedawało się książki szkolne, wielkim zresztą trudem zdobyte, ludzie jednak rujnują się dla kochanki, cóż dopiero, jeśli tą kochanką jest takie bydlę cudowne, jak teatr! W klasie trzeciej biblioteka naukowa składa się z książek sześciu lub siedmiu; należało więc niczego nie robić lekkomyślnie, lecz rozważnie, ostrożnie, z rozwinięciem nieprzebranego doświadczenia w sprawach handlowych. Żyd, książki od sztubaków kupujący, był to psycholog nie lada, wiedział, Kajfasz jeden, od jednego spojrzenia, dlaczego się książkę sprzedaje, czy się ją sprzedać musi ze względu na dług honorowy po przegranej w guziki, czy z głodu, czy z łakomstwa, czy dla rozkoszy pójścia do teatru. Trzeba więc było mieć twarz marmurową jak przy
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145