Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
pomagają sobie w pracy), uśmiecha się z wyraźnym lekceważeniem.
Trącam go łokciem:
— Zbyszek! Ty byś to powiedział. Panie Boże wszechmogący!... Oj!
— Ma się wi! Poczekajmy do ósmej klasy. Zrobi się...
— Przecież jak on mówi, że słychać granie psiarni, to powinien szczekać — nie?
— Bez tego nie ma żadnej deklamacji — powiada fachowiec.
Tu już z premedytacją pogardliwie słuchamy, jak inny ośmioklasista, z natury rzeczy nasz wróg zawzięty, stałe nas mający w pięcie, odwrzaskuje Wielką improwizację, bo bez tego, jak świat światem, nie było „wieczorku mickiewiczowskiego”.
Mickiewicz płakał w niebie i tłukł dostojną głową o twardą gwiazdę.
Teraz jednak będzie „coś wesołego”, coś, co także każdego roku „odgrywają” podczas takiej spoconej uroczystości: uscenizowana Księga Siódma Pana Tadeusza — Rada.
Cała klasa ósma bierze w tym udział. Księdza Robaka gra Żyd, bo się uparł, on zresztą pożyczył dwie kapy z rodzicielskich łóżek na kurtynę, więc miał przy obsadzaniu ról decydujący głos. Przedstawienie jest mizerne, małpy nie nauczyły się ról, kolega Zbyszek, który wszystko umie na pamięć, wije się z boleści, co nas napełnia ponurą złością.
Takich „wieczorków” odbyłem w życiu osiem, to znaczy osiem razy słuchałem wykład o Mickiewiczu, Legendę Wieniawskiego, koncert Wojskiego, Improwizację i Radę. Kolegi Zbyszka nie słyszałem deklamującego koncert Wojskiego, bo się tak zadeklamował, że w trzeciej klasie „trwał” trzy lata, po czym go wylali niesłusznie, bo nikt tak nie umiał naśladować wrony, jak ten genialny człowiek.
My zaś poszliśmy dalej.
Już w klasie drugiej — same sztubaki — zagraliśmy Zemstę. Słowo honoru daję na to! Za satyrę na księdza, słynny mój wiersz, który napisałem krwią i rymami, wylali mnie z gimnazjum, stałem się więc
Trącam go łokciem:
— Zbyszek! Ty byś to powiedział. Panie Boże wszechmogący!... Oj!
— Ma się wi! Poczekajmy do ósmej klasy. Zrobi się...
— Przecież jak on mówi, że słychać granie psiarni, to powinien szczekać — nie?
— Bez tego nie ma żadnej deklamacji — powiada fachowiec.
Tu już z premedytacją pogardliwie słuchamy, jak inny ośmioklasista, z natury rzeczy nasz wróg zawzięty, stałe nas mający w pięcie, odwrzaskuje Wielką improwizację, bo bez tego, jak świat światem, nie było „wieczorku mickiewiczowskiego”.
Mickiewicz płakał w niebie i tłukł dostojną głową o twardą gwiazdę.
Teraz jednak będzie „coś wesołego”, coś, co także każdego roku „odgrywają” podczas takiej spoconej uroczystości: uscenizowana Księga Siódma Pana Tadeusza — Rada.
Cała klasa ósma bierze w tym udział. Księdza Robaka gra Żyd, bo się uparł, on zresztą pożyczył dwie kapy z rodzicielskich łóżek na kurtynę, więc miał przy obsadzaniu ról decydujący głos. Przedstawienie jest mizerne, małpy nie nauczyły się ról, kolega Zbyszek, który wszystko umie na pamięć, wije się z boleści, co nas napełnia ponurą złością.
Takich „wieczorków” odbyłem w życiu osiem, to znaczy osiem razy słuchałem wykład o Mickiewiczu, Legendę Wieniawskiego, koncert Wojskiego, Improwizację i Radę. Kolegi Zbyszka nie słyszałem deklamującego koncert Wojskiego, bo się tak zadeklamował, że w trzeciej klasie „trwał” trzy lata, po czym go wylali niesłusznie, bo nikt tak nie umiał naśladować wrony, jak ten genialny człowiek.
My zaś poszliśmy dalej.
Już w klasie drugiej — same sztubaki — zagraliśmy Zemstę. Słowo honoru daję na to! Za satyrę na księdza, słynny mój wiersz, który napisałem krwią i rymami, wylali mnie z gimnazjum, stałem się więc
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145