Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

którym się zapoznawała gromada miłych bałwanów i matołów z rozwichrzoną czupryną. Urządzała ten okropny teatr klasa najwyższa, ósma, wielkie hrabię, pyszałki nadęte, oj oj! z czterema złotymi paskami na kołnierzu. Za ich to zbrodnie cierpiał co roku chronicznie nieszczęsny Mickiewicz.
Taki wieczór spod najciemniejszej gwiazdy był świętem gimnazjalnym. Spędzano nas do auli, wciskano szlachetnych sztubaków w jakiś kąt, bo pierwsze miejsca zajmowało „ciało” nauczycielskie i rodzice papinków ośmioklasistów (hańba!) i najpierw długo kazano czekać, wiadomo bowiem, że amatorskie przedstawienia odbywają się zawsze o trzy godziny później, niż zapowiedziano. A to płachta kurtyny źle funkcjonuje, a to aktorowie jeszcze niegotowi, a to, a owo.
Nareszcie jednak się zaczyna.
Profesor literatury wyłazi na skrzypiącą estradę i coś bardzo długo gada. Sztubaki akompaniują pociąganiem czegoś tam w nosie, kaszleniem i dziwnymi odgłosami. Wszystko się jednak kończy na tym świecie, gorsze jednak jest to, że się zaraz zaczyna drugie. Za czym wychodzi na estradę drugi dryblas z ósmej klasy i gra na skrzypcach Legendę Wieniawskiego. Wieniawski w grobie zrywa się na równe nogi i w krzyk.
A ten gra...
Wieniawski mdleje, a ten wciąż gra!
Jak gdybyś kiszki wyciągał z kota i jeździł po nich smyczkiem, a kot przeraźliwie miauczał. Jak gdybyś słyszał, jak diabli łuszczą skórę z biednego grzesznika, a ten się drze biedaczysko. Nie! to za mało. powiedziane; to zbyt łagodnie maluje tę rzecz okropną. Ale to wszystko na cześć Mickiewicza, więc te jęki i wrzaski, i rozpaczliwe rzężenia, te piski i miauczenia, to zgrzytanie zębów, piły albo kości nieboszczyka — „powtarzają dęby dębom, bukom buki”.
Brawo! brawo! brawo!
Ale to klaszczą ci, co się nie znają na muzyce. W naszym kącie, u sztubaków — postępuje się uczciwiej.


Strony: