Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
mizeraka, jedynego wśród nas bohatera. Oczy nasze napełniają się łzami. Jest chwila taka miła, taka niezmiernie miła i słodka, że mi się chce płakać, bo mnie coś ciśnie za gardło, coś mi gniecie serce. Jeleń Rączy wciąż się uśmiecha. Krwawy Byk powstaje ciężko, dyszy ciężko, po czym się zbliża do Jelenia. Coś się stanie! coś się stanie! Serca nawet ucichły. A Krwawy Byk wyciąga rękę i mówi głosem miękkim:
— Już byłem u wielkiego Manitou... Ogień pożerał już moje serce... Mój czerwony brat mnie ocalił... Gdy mój czerwony brat będzie kiedy potrzebował mojej pomocy, niech krzyknie głosem sępa... Przyjdę, choćbym miał sto mil do przebycia... Howgh! Uff! Powiedziałem!
Boże drogi! Jak on to cudownie powiedział. Już z niego był prawie nieboszczyk, a on jak gdyby nigdy nic: gada po indiańsku!
W oczach Antka, nazwanego Jeleniem Rączym, ukazały się wielkie, szczęśliwe łzy; ujrzał je straszliwy, nie dopieczony Krwawy Byk i oto dwa te wspaniałe zwierzaki: Jeleń i Byk, rzucili się sobie w objęcia.
Wtedy ozwał się głos jak sto piorunów: to syn policjanta wybijał potężny werbel na bębnie na cześć bohaterów.
Któż jednak pojmie kiedy bohaterstwo? Tego dnia ojciec krawiec tak sprał syna swojego Krwawego Byka, że słychać było na całe mia—sto. Walił go rzemieniem w przypaloną u męczeńskiego stosu polędwicę, walił bez końca. A Krwawy Byk — wojownik przewspaniały, wódz nieustraszony, połykał łzy i śmiał się bez słowa. Nie takie bowiem cierpiał męki!
Ojciec krawiec przestał bić, bo myślał, że syn jego pierworodny zwariował.
Rozdział trzeci
Mój pierwszy wiersz
Godzi się to opowiedzieć, jak z miłego i porządnego chłopca za podszeptem szatana i wskutek tego, ze go w chłopięctwie za wszystko bijali, rzadko zaś za to, co było zapowiedzią nieszczęścia — wyrasta człowiek zgubiony,
— Już byłem u wielkiego Manitou... Ogień pożerał już moje serce... Mój czerwony brat mnie ocalił... Gdy mój czerwony brat będzie kiedy potrzebował mojej pomocy, niech krzyknie głosem sępa... Przyjdę, choćbym miał sto mil do przebycia... Howgh! Uff! Powiedziałem!
Boże drogi! Jak on to cudownie powiedział. Już z niego był prawie nieboszczyk, a on jak gdyby nigdy nic: gada po indiańsku!
W oczach Antka, nazwanego Jeleniem Rączym, ukazały się wielkie, szczęśliwe łzy; ujrzał je straszliwy, nie dopieczony Krwawy Byk i oto dwa te wspaniałe zwierzaki: Jeleń i Byk, rzucili się sobie w objęcia.
Wtedy ozwał się głos jak sto piorunów: to syn policjanta wybijał potężny werbel na bębnie na cześć bohaterów.
Któż jednak pojmie kiedy bohaterstwo? Tego dnia ojciec krawiec tak sprał syna swojego Krwawego Byka, że słychać było na całe mia—sto. Walił go rzemieniem w przypaloną u męczeńskiego stosu polędwicę, walił bez końca. A Krwawy Byk — wojownik przewspaniały, wódz nieustraszony, połykał łzy i śmiał się bez słowa. Nie takie bowiem cierpiał męki!
Ojciec krawiec przestał bić, bo myślał, że syn jego pierworodny zwariował.
Rozdział trzeci
Mój pierwszy wiersz
Godzi się to opowiedzieć, jak z miłego i porządnego chłopca za podszeptem szatana i wskutek tego, ze go w chłopięctwie za wszystko bijali, rzadko zaś za to, co było zapowiedzią nieszczęścia — wyrasta człowiek zgubiony,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145