Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

chłopak zbladł i wargi mu drżały; po chwili uśmiechnął się i krzyknął wielkim głosem:
— Wielki Duchu! Przybywam na łowy!
— Matko Boska, ratujcie go! — krzyknął jakiś głos.
Jeden wielki płacz buchnął wśród wojowników; płacz, wrzask, krzyk i rwetes. Kilku uciekło w przerażeniu dać znać do miasta czy wołać o ratunek, inni bezradnie, z obłąkaniem w oczach biegali w kółko jak opętani. Nikomu nie przyszło na myśl, aby czapkami nosić wodę, która szemrała w pobliżu. Ten i ów usiłował przyskoczyć do więźnia i odskakiwał z rozpaczą, nastraszywszy się dymu i marnych płomyków ognia.
Co to jest? co to jest?
Rzuca, się ktoś do płonącego stosu, odwraca twarz, aby się dymem nie krztusić, ktoś z furią rozrzuca stos nogami, a rękoma rozrywa nadgryzione już przez ogień sznurki. Ktoś chwyta słaniającego się Krwawego Byka w ramiona i wynosi go z siłą niezwykłą poza ognisko, które już żarliwym bucha płomieniem.
Krwawy Byk siedzi na ziemi, ogorzały, nadwątlony, w podartym mundurku: gębę ma okopconą, włosy potem strachu zlepione; wybałuszył oczy, jak prawdziwy byk, i ma minę cokolwiek zwariowaną. Wstrząsnął się, wraca powoli do zmysłów, po czym zaś zdumionym wzrokiem patrzy na swojego zbawcę. Zbawca dyszy ciężko z emocji i również się słania. Czarny dym zapełnił białe miejsca w niezmiernym archipelagu piegów, po raz pierwszy w życiu Jeleń Rączy jest przystojny.
Albowiem on ci to był, który ocalił Krwawego Byka. On, sponiewierany przez niego, on mazgaj, poczciwiec, drogi chłopiec. Ma w tej chwili w oczach takie błyski dziwne, że zezowate jego oczy są piękne. Widać, że mu się chce płakać, ale nie! — uśmiecha się, uśmiecha się. To ze szczęścia, że ocalił tego dryblasa, który byłby się udusił.
Patrzymy na nich obu zdumieni i szczęśliwi. Serca nalały się słodyczą i każde chce wyskoczyć do tego


Strony: