Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
Boicie się bohatera, który wam zdejmie skalpy, a dusze wasze będą się błąkać, bo ciało rzucę wściekłym psom na pożarcie! Szkoda strzały mojej i mojej cięciwy, więc dlatego pluję na was, złodzieje koni!
Choć się wyrażał bardzo stylowo, to „złodzieje koni!” — zapiekło nas. Najgorsze było to, że nikt mu nie umiał godnie odpowiedzieć, gdyż byliśmy bałwany wobec niego w znajomości — indiańskich przenośni. A on się darł:
— Zbliżcie się do mnie, a wyrwę wam serca! Zające, silne tylko w pysku! (?) Na kolana przede mną, a ja wam swoje mokasyny położę na karku! Gdzie jest wasz parszywy wódz, Jeleń Rączy? Czy uciekł na dźwięk mego głosu i dlatego nazywacie go „rączym”?
— Staszek! — krzyknął ktoś z rozpaczą.
— Tu nie ma Staszka, tu jest Krwawy Ryk! — zawołał okropny jeniec. — Uff! uff! Krwawy Byk ma was wszystkich w pięcie!
Jak długo gadał indiańską modą, można było tego słuchać, ale odstąpił od uroczystego stylu mówiąc, że „ma nas w pięcie”. Obraza była tak współcześnie dotkliwa, że wszystkich poderwała; wszyscy rzucili się w jego stronę z błyszczącymi oczyma, wygrażając mu; koło stosu uczynił się tłok; wojownicy poszaleli. Nagle...
Zaraz! nie mogę, bo się jeszcze do tej chwili boję...
Nagle stało się coś okropnego. Ktoś — nigdy nie było wiadomo kto — pomiędzy nogami stłoczonych wojowników przytknął do suchego stosu zapaloną zapałkę. W jednej chwili buchnęło wszystko jak fajerwerk.
— Jezus, Maria! — krzyknął mały tłum i cofnął się przerażony.
Wszystkim odjęło władzę w rękach i nogach; Krwawy Byk naprawdę płonął. Zdawać się powinno, że ten nagły ogień nas porazi, lecz po upływie sekundy wszyscy rzucą się na ratunek. Nikt nie drgnął. Wszyscy stali jak zahipnotyzowani, patrząc na Krwawego Byka. Dym mu owinął twarz, lecz wiatr go odegnał:
Choć się wyrażał bardzo stylowo, to „złodzieje koni!” — zapiekło nas. Najgorsze było to, że nikt mu nie umiał godnie odpowiedzieć, gdyż byliśmy bałwany wobec niego w znajomości — indiańskich przenośni. A on się darł:
— Zbliżcie się do mnie, a wyrwę wam serca! Zające, silne tylko w pysku! (?) Na kolana przede mną, a ja wam swoje mokasyny położę na karku! Gdzie jest wasz parszywy wódz, Jeleń Rączy? Czy uciekł na dźwięk mego głosu i dlatego nazywacie go „rączym”?
— Staszek! — krzyknął ktoś z rozpaczą.
— Tu nie ma Staszka, tu jest Krwawy Ryk! — zawołał okropny jeniec. — Uff! uff! Krwawy Byk ma was wszystkich w pięcie!
Jak długo gadał indiańską modą, można było tego słuchać, ale odstąpił od uroczystego stylu mówiąc, że „ma nas w pięcie”. Obraza była tak współcześnie dotkliwa, że wszystkich poderwała; wszyscy rzucili się w jego stronę z błyszczącymi oczyma, wygrażając mu; koło stosu uczynił się tłok; wojownicy poszaleli. Nagle...
Zaraz! nie mogę, bo się jeszcze do tej chwili boję...
Nagle stało się coś okropnego. Ktoś — nigdy nie było wiadomo kto — pomiędzy nogami stłoczonych wojowników przytknął do suchego stosu zapaloną zapałkę. W jednej chwili buchnęło wszystko jak fajerwerk.
— Jezus, Maria! — krzyknął mały tłum i cofnął się przerażony.
Wszystkim odjęło władzę w rękach i nogach; Krwawy Byk naprawdę płonął. Zdawać się powinno, że ten nagły ogień nas porazi, lecz po upływie sekundy wszyscy rzucą się na ratunek. Nikt nie drgnął. Wszyscy stali jak zahipnotyzowani, patrząc na Krwawego Byka. Dym mu owinął twarz, lecz wiatr go odegnał:
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145