Bezgrzeszne lata

Autor: Kornel Makuszyński

rzec można, zawodowej i sercu ludzkiemu przyrodzonej, przed giętką trzciną w domu i w szkole. Tego może się bać bez obrazy honoru sam Bonaparte. Daremną jest walka człowieka przeciwko kamiennej, serca pozbawionej tradycji, która z bohaterskiego ducha czyni niewolnika i czasem odwraca bohatera odwrotną stroną jego walecznego medalu, przegina go na kolanie i w gwałtownym rytmie poniewiera jego człowieczeństwo, które — oburzone do głębi — wrzeszczy i wymachuje nogami.
W tym wypadku szło o honor ludzi wolnych, którzy nie mogli pozwolić, aby ich wodza, wybranego za wspólną zgodą, niegodziwie pobito.
Wolny duch krzyknął w nas: Nie pozwałam! Byliśmy rycerscy i wspaniali. Łatwo jednak krzyknąć: nie pozwalam! — ale jak nie pozwolić? Zadumały się przelękłe nasze dusze i weszły w siebie, wszedłszy zaś, ujrzały bezradnych matołów, nie wiedzących, co czynić.
Instynkt samozachowawczy, nieuświadomiony i wcale rozgarnięty dyplomata, podszepnął nam to, co zazwyczaj podszeptuje wielkim mężom stanu: związki i alianse zaczepno—odporne. Krwawemu Bykowi nie damy rady osobno, ale przecież mu damy radę razem. Największy bęcwał pojął to w lot i nie szczędził ofiar, aby nasz grecki partykularyzm związać w chwili niebezpieczeństwa w potęgę zwycięską. Polityka nasza owych czasów dlatego jeszcze przypominała politykę europejską, że za przymierza słono trzeba było płacić. Nie myślę, żeby wielkie mocarstwa brały z nas wzory pod tym względem, widocznie jednak już w małych chłopiętach kiełkują polityczne zdolności i brak złudzeń idealistycznych w tych sprawach jest zupełny.
Po rozejrzeniu się wśród indiańskich potęg, buszujących każdego popołudnia wśród nadrzecznych łęgów, wybraliśmy cztery szczepy w łącznej sile piętnastu chłopa, razem z wodzami i synami wodzów, bo i takie urzędy też istniały. Jeden z wodzów miał wspaniały łuk i trzy strzały,


Strony: