Bezgrzeszne lata
Autor: Kornel Makuszyński
w chaszczach nad rzeką dla dwóch takich znakomitości, jak piegowaty Jeleń. i jak Krwawy Byk, którego serce nieznośnie bolało, że nie ma takich piegów i musi twarz, chcąc ją uczynić dziką, smarować gliną albo sadzą, co trzeba było zmywać w chwili powrotu do domu i do cywilizacji. Stąd zapewne pochodziła ta głęboka nienawiść do naszego poczciwego wodza, któregośmy bardzo zresztą kochali, bo wśród wszystkich szczepów, ściślej i niepoetycznie mówiąc, w całej szkole nikt tak cudownie nie umiał podpowiadać, jak Jeleń Rączy. To był prawdziwy Indianin! Nie poruszał ustami, a wszystko słyszałeś. Musiał mieć jakieś niezwykłe urządzenie w brzuchu.
Przychodzi raz do niego Indianin z jakiegoś pokrewnego szczepu i powiada:
— Antek! masz stracha?
— Albo co?
— Ja coś wiem, ale nie powiem.
— To po co mówisz?
— Bo mi cię żal...
Jeleń Rączy pobladł. Tylko sokole, bystre oko mogło wśród jego piegów dojrzeć oznaki bladości.
— Jak nie powiesz, to cię Pan Bóg pokarze.
— A dasz słowo, że nie powiesz, że to ja?
— Daję słowo!
— Honorowe?
— Potrójne! i jak Boga kocham, że nie powiem.
Skupiliśmy się wszyscy, bo powiało tajemnicą.
— To ci powiem: Staszek chce cię zakatrupić!
— Jaki Staszek?
— Krwawy Byk!
Śmierć zaśmiała się głucho, tak że po nas poszedł dreszcz.
— Skąd wiesz?
— Bo myśmy podsłuchali ich naradę. Staszek chce cię wziąć do niewoli i zdjąć z ciebie skalp.
— Nieprawda!
— Jak Boga mego kocham! Myśmy słyszeli, jak on przysiągł na cienie ojca i na Wielkiego Ducha!
— Na Wielkiego Ducha też?
— Tak! Masz pietra?
— Ja się nikogo nie boję! — szczęknął zębami Jeleń Rączy.
— Nie gadaj! Bo ja bym się bał... Ten Staszek jest morowy, on nie przysięga tak sobie, z łaski
Przychodzi raz do niego Indianin z jakiegoś pokrewnego szczepu i powiada:
— Antek! masz stracha?
— Albo co?
— Ja coś wiem, ale nie powiem.
— To po co mówisz?
— Bo mi cię żal...
Jeleń Rączy pobladł. Tylko sokole, bystre oko mogło wśród jego piegów dojrzeć oznaki bladości.
— Jak nie powiesz, to cię Pan Bóg pokarze.
— A dasz słowo, że nie powiesz, że to ja?
— Daję słowo!
— Honorowe?
— Potrójne! i jak Boga kocham, że nie powiem.
Skupiliśmy się wszyscy, bo powiało tajemnicą.
— To ci powiem: Staszek chce cię zakatrupić!
— Jaki Staszek?
— Krwawy Byk!
Śmierć zaśmiała się głucho, tak że po nas poszedł dreszcz.
— Skąd wiesz?
— Bo myśmy podsłuchali ich naradę. Staszek chce cię wziąć do niewoli i zdjąć z ciebie skalp.
— Nieprawda!
— Jak Boga mego kocham! Myśmy słyszeli, jak on przysiągł na cienie ojca i na Wielkiego Ducha!
— Na Wielkiego Ducha też?
— Tak! Masz pietra?
— Ja się nikogo nie boję! — szczęknął zębami Jeleń Rączy.
— Nie gadaj! Bo ja bym się bał... Ten Staszek jest morowy, on nie przysięga tak sobie, z łaski
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145