Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

ministra.
Rzeka Łez wylała dnia tego tak, że się w całym kraju obawiano srogiej powodzi, lecz nazajutrz zaczęła opadać, a trzeciego dnia wyschła.
Co się potem dalej działo? Wielki Boże, któż opowie! Tańce, radość i wesele, oszalało całe miasto! Pili miody, pili wina, ogromiaste piekli woły, uczty trwały trzy miesiące, bo z najdalszych krańców świata, zewsząd przybiegali ludzie, aby ujrzeć choć raz w życiu słodki uśmiech naszej Zosi.
Całe państwo zakochało się w Janku i Robaku. Sława ich czynów była tak niezmierna, że gdziekolwiek się tylko pokazali, wiwatowano na ich cześć i strzelano z moździerzy. Tego jednak Robak nie lubił.
— Może mnie jaki kłak z moździerza — powiadał — trafić w oko i co będzie?
Król go chciał mianować baronem i dać mu patent na pergaminie.
— Co to jest pergamin, miłościwy panie? — zapytał Robak.
— Jest to wyprawiona ośla skóra, miły Robaku! — rzekł król.
— Czy to można zjeść?
— Nie bardzo.
— W takim razie jest to rzecz bez pożytku. Po co mi takie rzeczy? Ja mam inną prośbę do miłościwego króla...
— Spełnię każdą twoją prośbę, dzielny Robaku! — zakrzyknął król. — O co prosisz?
— O to mianowicie, aby — jeśli w kurniku zniknie nagle jakaś kaczka — nie szukano winowajcy i aby o to nie było krzyku. Niech to zostanie między nami. Bo musisz wiedzieć, miłościwy panie, że na kaczki jestem dziwnie zawzięty: głupie to i strasznie krzyczy.
— Cha! cha! cha! — śmiał się król. — A niech cię licho! Używaj, Robaku, używaj!...
— Ale za to — szepnął Robak — jeśli ty, miłościwy panie, cokolwiek przeskrobiesz, ja też słowa nikomu nie pisnę.
Król jegomość tak się zaczął śmiać, że spadł z tronu.
A gdy lat minęło parę, rzecz się stała niesłychana. Uderzono we wszystkie dzwony, miasto


Strony: