Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

żałobnych byli szatach, a oczy mieli pełne łez.
— Co to wszystko znaczy, ministrze? — zapytał król, szlochając.
— Miłościwy panie! — rzekł minister. — Lud błaga, aby dostojna królowa przeszła wśród orszaku tych oto dziewczynek i każdej zajrzała w oczy.
— Nic nie ujrzę, bo mam oczy pełne łez — rzekła cicho królowa.
— O, Boże! — szepnął Janek.
— Beknę! — szepnął Robak.
— Uczyń to, uczyń, miłościwa pani! Może wśród tych dziewczynek jest która podobna do naszej królewny Zosi, a to ci przypomni najmilsze dzieciątko.
— Bardziej to tylko rozkrwawi mi serce! — jęknęła królowa. — Czy muszę to uczynić?
— Cały naród błaga cię o to!
— Dobrze, więc zajrzę w ich niewinne oczęta.
Weszła w gromadę dziewczynek i idąc od jednej ku drugiej, patrzyła każdej długo w oczy. Minęła ich już ze dwadzieścia, aż stanęła przed Zosią. Patrzyła w jej oczy niebieskie, obejrzała jej łachmany i już—już miała iść ku następnej, kiedy nagle wróciła raz jeszcze i spojrzała znowu. Patrzyły w nią oczy jak gwiazdy, a patrzyły z taką miłością, że dreszcz przebiegł po smutnej królowej. Znowu chciała odejść i znowu wróciła; jakaś wielka siła nie pozwalała jej oddalić się ód tego prześlicznego stworzenia w łachmanach. W sercu poczuła jakąś tkliwość, a w duszy nagły niepokój. Przetarła ręką oczy, zachwiała się na nogach; nagle chwyciła dziewczynkę w ramiona i wzrokiem tak ostrym jak sztylet spojrzała w jej oczy raz jeszcze. Musiała wtedy przez te oczy ujrzeć duszę, bo krzyknęła tak, jakby w niej serce pękło:
— Matko Najświętsza! To moja córka. I zemdlała.
Pochyliła się nad nią Zosia i zaczęła całować te oczy matczyne, co tyle za nią wylały łez.
Płakał król, płakali pachołkowie. Płakał cały lud, a wszyscy dziwili się wielkiej mądrości


Strony: