Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

to, pobladła. Janek podniósł ręce w górę, a Robak aż przysiadł na zadzie.
Wtedy Janek rzekł z wielką w głosie powagą:
— Rycerzu! prowadź nas czym prędzej do jegomości króla, albowiem wielkie mu przynosimy nowiny.
— O, tak! — zawołała Zosia.
— Chyba was pokąsał ten chudy pies — odrzekł z gniewem rycerz — jeśli myślicie, że takich oberwańców można by pokazać królowi. A nawet gdyby sam król na to pozwolił, nie moglibyście dostać się do pałacu, tylko na łodzi, nasz król bowiem tak bardzo płakał w ostatnich czasach, że zupełnie zalało dojście do pałacu. Odejdźcie, skądeście przyszli. Zapłaczcie nad Rzeką Łez i odejdźcie w smutku.
— Nie wpuścisz nas?
— Nigdy was nie wpuszczę!
— Co robić? — szepnął Janek do Zosi.
Robak od razu znalazł radę.
— Widzę — rzekł — że temu jegomości z żelaznym garnkiem na głowie rozum ugotował się w tym garnku jak kapusta. Nie wpuści nas i koniec, ale gdyby mu tak pokazać te zielone fatałaszki...
— Ach, ach! — zawołała Zosia, szybko rozwijając sukienkę.
Rycerz patrzył przez łzy, a ujrzawszy perłami i drogimi kamieniami naszywaną sukienkę wypuścił z rąk halabardę i krzyknął przeraźliwym głosem:
— Skąd to masz, dziewczyno?
— To moja sukienka — odrzekła Zosia.
— Ta panienka nazywa się Zosia i z tego pochodzi miasta! — dodał Janek.
— Ja mogę poświadczyć! — dodał Robak.
Rycerza napadł jakiś obłęd, bo podskoczył w górę, płakał i śmiał się równocześnie, wydawał okrzyki ogromne, po czym uderzył w dzwon, wśród straszliwego wrzasku.
— Ależ go wzięło! — mruknął Robak.
Po chwili zaczęli się zbiegać przerażeni ludzie i rycerstwo z murów. Ujrzawszy śliczną dziewczynkę, śmiejącą się cudnie, choć oczy promieniste i błękitne były od łez wilgotne, trzymającą


Strony: