Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

było można.
Zosia patrzyła długo, potem uklękła, ucałowała ziemię rodzinną i ze łzami w jasnych oczętach długo się modliła. Janek patrzył z rozrzewnieniem, a Robak z wielkiego zachwytu przysiadł na zadzie, pysk rozdziawił, jak miejską bramę, i wywalił ozór, jak chorągiew. Po długiej chwili milczenia rzekła Zosia:
— Poznaję miasto, poznaję trzy wieże, poznaję nawet tę łąkę, skąd mnie porwano, jedno mnie tylko bardzo dziwi: nigdy nie było tu rzeki, a teraz wypływa ona z głębi miasta i u stóp góry w jezioro się rozlewa. O, Boże, czyż nie jest to miasto moje? Skąd ta rzeka, skąd ta rzeka?
Janek nie umiał znaleźć odpowiedzi, za to Robak rzekł:
— Trzeba by kogo zapytać.
— Ale kogo? Nikogo nie widać w pobliżu.
— Ja jednak widzę takiego, z którym się prędko dogadam.
Skoczył przed siebie i pognał jak strzała, dojrzał bowiem w odległości psa. Widać, że prędko zawarli znajomość i prędko doszli do porozumienia, po niedługim bowiem czasie Robak powrócił z dziwną miną.
— I co? i co? — pytała gorączkowo Zosia.
Robak odrzekł:
— Jeśli ten pies nie jest niespełna rozumu, to rzecz całą można wyjaśnić w sposób nieco dziwny, ale rozczulający. Otóż ten pies, który nosi dziwne imię Terefere, twierdzi, że w istocie nigdy tu rzeki nie było, a zjawiła się przed niewielu laty z dziwnego powodu; podobno wilki pożarły królewnę z tego miasta, którą wszyscy tak kochali, że po jej stracie tak wszyscy zaczęli płakać, że z tych łez popłynęła rzeka, i wciąż jeszcze płaczą, bo inaczej przecie to by ta słona rzeka wyschła.
— O Boże! — szepnęła Zosia.
Janek zmarszczył czoło, jakby głęboko nad czymś rozmyślając, po czym rzekł:
— Czy ty nie łżesz, Robaku?
— Jeżeli jest w tym jakie łgarstwo, to nałgał kuzyn Terefere.
— Mówił, że królewnę


Strony: