Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

/> — Nie wiem, co to za rarytas, szczególnie nie wierzę w to ptasie mleko, ale mniejsza o to. Najgorzej z tym, że może tego miasta nigdy nie znajdziemy.
— O, Robaku! Czemu mi zakrwawiasz serce?
Robak podskoczył jak oparzony.
— Ja tobie, panienko? Wolałbym zjeść żarzący się węgiel, wolałbym sobie złamać na kości najlepszy ząb... Przepraszam cię, serdecznie cię przepraszam. Zawsze byłem podłym kundlem, ale teraz już jestem wstrętny i ohydny; jeśli mi nie przebaczysz, to się utopię albo w najbliższym miasteczku pójdę do rzeźnika aby ze mnie zrobił kiełbasę. Nie jestem tego wart, że żyję; niech mnie pchły zagryzą, niech mnie...
— Dość! dość! — wołała, zataczając się od śmiechu dziewczyna. — Jesteś najcudowniejszym psem na bożym świecie. Kocham cię, Robaku, i nigdy nie opuszczę.
— Nawet gdybyś to zrobiła, panienko — rzekł wesoło Robak — toby ci się nie udało, bo ja bym poszedł za tobą.
— Jak to, i opuściłbyś Janka?
— To też by się na nic zdało, bo i on by poszedł za tobą na drugi koniec świata.
Zosia spojrzała na Janka, który się bardzo zaczerwienił, i rzekła cicho:
— Zdaje się, że nas troje już nikt i nigdy nie rozłączy.
— Amen! — westchnął Janek.
Robak nic nie rzekł, tylko rozmiłowanym wzrokiem wodził za swoją ukochaną panienką.
Tak sobie gadając, wędrowali ku zachodowi. Coraz to więcej spotykali miast, więc wciąż w nich rosła nadzieja, że kiedyś może ujrzą to, nad którym trzy złote wznoszą się wieże.
Stało się to tak niespodzianie jednego poranka, że z wielkiego szczęścia słowa nie mogli przemowie. Nocowali w gęstym lasku, a kiedy o świtaniu wyszli leśną drożyną na wzgórze, ujrzeli w dolinie miasto ogromne, obwiedzione wałami, a nad nim trzy złote wieże tak w słońcu promieniejące, że bez zmrużenia powiek patrzeć na nie nie


Strony: