Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

Śmierć tobie, śmierć tobie! — wrzasnęła sowa.
— Tak z daleka to będzie trudno — mówił urągliwie Robak. — Gdybyś jednak raczyła zejść z dachu, tobym ci wydarł kawałek ogona. Ty mnie serce, a ja tobie ogon.
Sowa, przywiedziona do szału, spadła na niego nagle, jak kula, ale rozdarła tylko pazurami ziemię, Robak zaś, kierując się w stronę budy, grzmiał na całą okolicę:
— Jesteś wielka czarownica, ale musisz być zezowata, bo kiepsko w nocy widzisz. Ja tu jestem!
— Widzę ciebie i twoją śmierć! — wrzeszczała wiedźma i znowu usiłowała spaść na jego grzbiet.
— Zginiesz z głodu na takim kiepskim polowaniu! — urągał Robak.
— Trup! trup! — krzyknęła ona i rzuciła się na niego po raz trzeci.
Robak ledwie się tym razem wywinął, więc schowawszy ogon pod siebie, jednym susem wpadł do budy.
— Hu! hu! — zaśmiała się sowa piekielnym śmiechem. — Stamtąd już nie wyjdziesz.
— Oj, oj, oj! zginąłem! łaski! łaski! — ozwał się głos z budy.
Sowa, obłąkana z wściekłości, na nic nie zważając, buchnęła całym rozpędem do budy.
— Zamykać! — wrzasnął Robak, już z drugiej strony.
Dziewczyna zatrzasnęła drzwi, Janek już wbijał kamieniem gwoździe.
— Siedzi? — pytał, ciężko dysząc, Robak.
— Jak kazałeś! — zawołał wzruszony Janek. — Ależ ona tam wrzeszczy!
— Prędko, prędko! — wydawał Robak rozkazy. — Przywleczcie tu, co można, szukajcie kamieni, otoczcie budę wałem. Ona się tam zaraz odmieni i zechce ją rozwalić. Prędko, prędko!
Dzieci pracowały jak w ukropie i niedługo buda była aż pod daszek zakryta, czym się tylko dało, a jednak słychać było, jak się tam wiedźma ciska i szaleje w obłędnej złości.
— Może się ona tam męczy? — rzekła cicho dziewczynka.
— Trudno — rzekł smutno Janek — nie ma


Strony: