Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

budą i być w pogotowiu; kiedy ja wyskoczę przez otwór, podnieś szybko deskę i przygotowanym zawczasu kamieniem wbij gwoździe. Sowa będzie w środku... Uważaj tylko, abyś w zbytnim pośpiechu i w zbytniej gorliwości nie zamknął mnie z nią razem, bo doszłoby pomiędzy sową i mną do gwałtownej rozmowy, czego, jako pies spokojny, bardzo nie lubię. Zrozumieliście oboje?
— Zrozumieliśmy... Wybornie to obmyśliłeś! Musi się udać, jeśli sowa tylko wlezie do budy.
— Będę ją serdecznie do tego zachęcał — rzekł Robak. — Ale teraz cicho i ani mru—mru. Noc zapada... Ukryjcie się, a ja odchodzę.
— Dokąd? — zapytali oboje z niepokojem.
— Lubię wieczorne przechadzki... Cicho!... już mnie nie ma. Zdechł pies!
Odbiegł i gdzieś przepadł. Minęła godzina i noc już była wielka. Dzieci czekały w gorączce i w podnieceniu, ukryte jedno z przodu, drugie z tyłu budy, i wypatrywały oczy. Oswoiwszy je z ciemnością, ujrzały w pewnej chwili, jak coś ciężkiego bezgłośnie przecięło powietrze. Sowa przyleciała. Zaraz się więc coś zacznie. Lecz gdzie Robak? gdzie Robak?
Straszna sowa przysiadła na dachu szopy i zapiszczała:
— Goliacie, synku Goliacie? Obudź się i otwórz!
— Dobry wieczór szanownej sowie! — ozwał się głos Robaka.
Sowie zamigotały zielono oczy i nastroszyły się na niej pióra.
— Kto mnie woła? — krzyknęła. — Kto ty jesteś?
— Jestem pociotkiem czarnego diabła!
— A gdzie czarny diabeł?
— Łowi ryby!
— Hu! hu! ty jesteś podły pies. Gdzie chłopiec? gdzie dziewczyna? — krzyczała sowa niespokojnie.
— Kazali ci się kłaniać i poszli na tańce.
— Jeżeli nie przestaniesz żartować, wydziobię ci oczy i wydrę ci serce. Gdzie jest mój syn, Goliat?
— Trudno powiedzieć; Goliata nie ma w jednym miejscu, bo się posiał po całej okolicy.


Strony: