Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
rodzinie w wyjątkowych okazjach. Dobre ty jesteś dziecko, ale nie znasz się na chytrościach. Z czarownicą taka sztuka się nie uda! Goliata można było ocyganić, bo to wielki był bęcwał, mocny, ale głupi, ale jego mamusia nie jest w ciemię bita. Ale już za to samo, że biednego kundla nazwałaś panem, coś muszę wymyśleć. Jestem ja wprawdzie taki pan, z którego sierść oblazła, ale zawsze miło to usłyszeć. Powiedz mi, kiedy ona wróci?
— Ja myślę, że o zmroku, bo sowa w dzień nie widzi.
— Do nocy jeszcze daleko — mruczał Robak, srodze zamyślony. — Więc przede wszystkim trzeba wypocząć. Wy posilcie się, moje dzieci, i idźcie spać, a ja tu zostanę na straży. Kiedy będzie trzeba, to was obudzę.
— A ty, Robaczku?
— Ja się też zdrzemnę, ale tylko lewym okiem, a prawym będę szukał sposobu na czarownicę.
— Śmieszny pies! — rzekł Janek idąc ku szopie.
— Kochany, drogi pies! — dodała Zosia.
Robak, kiedy został sam, obiegł wszystkie kąty, wszędzie zajrzał i w każdą szparę wetknął ciekawy swój nos. Potem, mocno zafrasowany, położył się w cieniu, czujny na każdy szelest, i zapadł w zadumę. Prędko wypatrzyły go muchy, największa zaś nie dawała mu spokoju, upodobawszy sobie jego nos. Robak. kłapnął zębami i krzyknął:
— Odleć, głupia! Czy nie widzisz, że głęboko rozmyślam?
Sto pomysłów narodziło się w jego wspaniałym rozumie, ale żaden nie wydał mu się dobry; wszystkie były bardzo trudne do przeprowadzenia, bo czarownica była straszliwie chytra i długim swoim nosem mogła zdradę wywęszyć o milę. Robak uznał, że trzeba ją schwytać w potrzask sposobem jak najprostszym i tak szybkim, aby nie miała czasu zrozumieć podstępu. Dzień się już miał ku schyłkowi, a on jeszcze myślał. Dzieci dawno się już obudziły, doskonale wypoczęte, i na palcach zbliżyły się do tego wielkiego filozofa,
— Ja myślę, że o zmroku, bo sowa w dzień nie widzi.
— Do nocy jeszcze daleko — mruczał Robak, srodze zamyślony. — Więc przede wszystkim trzeba wypocząć. Wy posilcie się, moje dzieci, i idźcie spać, a ja tu zostanę na straży. Kiedy będzie trzeba, to was obudzę.
— A ty, Robaczku?
— Ja się też zdrzemnę, ale tylko lewym okiem, a prawym będę szukał sposobu na czarownicę.
— Śmieszny pies! — rzekł Janek idąc ku szopie.
— Kochany, drogi pies! — dodała Zosia.
Robak, kiedy został sam, obiegł wszystkie kąty, wszędzie zajrzał i w każdą szparę wetknął ciekawy swój nos. Potem, mocno zafrasowany, położył się w cieniu, czujny na każdy szelest, i zapadł w zadumę. Prędko wypatrzyły go muchy, największa zaś nie dawała mu spokoju, upodobawszy sobie jego nos. Robak. kłapnął zębami i krzyknął:
— Odleć, głupia! Czy nie widzisz, że głęboko rozmyślam?
Sto pomysłów narodziło się w jego wspaniałym rozumie, ale żaden nie wydał mu się dobry; wszystkie były bardzo trudne do przeprowadzenia, bo czarownica była straszliwie chytra i długim swoim nosem mogła zdradę wywęszyć o milę. Robak uznał, że trzeba ją schwytać w potrzask sposobem jak najprostszym i tak szybkim, aby nie miała czasu zrozumieć podstępu. Dzień się już miał ku schyłkowi, a on jeszcze myślał. Dzieci dawno się już obudziły, doskonale wypoczęte, i na palcach zbliżyły się do tego wielkiego filozofa,
Strony: