Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

zawołała dziewczyna — uciekajmy!
— Szczęśliwej drogi! — rzekł Robak — bo ja tu zostanę.
Spojrzeli na niego ze zdumieniem.
— Chcesz nas opuścić?
— Bynajmniej, ja nie jestem rozsądkiem, który tak łatwo opuszcza człowieka — odrzekł Robak.
— Taki mądry pies, a głupstwa gada — rozgniewał się Janek. — Szkoda każdej chwili, a on marudzi. Czy ci niemiłe życie? Czy chcesz, aby czarownica, powróciwszy, pomordowała nas wszystkich za to, co się stało?
— Bardzo nie lubię być zamordowanym — odrzekł Robak — ale właśnie będę zamordowany, jeśli pójdę z wami.
— On oszalał z radości! — krzyknął Janek.
— Ale dlaczego chcesz zostać, Robaczku? — zapytała słodkim głosem dziewczyna.
— Na mądre pytanie należy mądrze odpowiedzieć. Otóż tak: uciekniemy — dobrze! — ale przed kim uciekniemy? — przed czarownicą? Sowa szybko lata i bezgłośnie, dogoni nas, kiedy zechce, i jakimiś czarami zamęczy nas na śmierć. Będzie nas gonić na koniec świata, aż wreszcie dogoni, kiedy popadamy ze zmęczenia.
— On jest pełny mądrości! zawołała Zosia,
— Może dlatego tak chętnie pchły na mnie siadają — mruknął Robak.
— Przebacz mi, przyjacielu drogi — rzekł Janek — że się na ciebie rozgniewałem. Daj łapę na zgodę!
— Przednią czy tylną? — zaśmiał się Robak. — Zgoda, niech będzie zgoda!
— Więc co ty radzisz uczynić?
— Co uczynić, to ja wiem, tylko nie wiem, jak? Trzeba zostać i unieszkodliwić czarownicę, aby nam życia nie zatruła. W tym rzecz.
— Ale jak to zrobić?
— Może — rzekła nieśmiało Zosia — pan Robak tak zrobi, żeby się najadła drożdży i żeby...
— O, słodka panienko — przerwał jej Robak — gdybym nie był taki przez pół zdechły, tobym na cześć twoją odtańczył starodawny taniec, tańczony w mojej


Strony: