Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
grosze — to nie taka musi być sztuka, jeśli ja potrafię udawać filozofa.
— Nie umiem kłamać — mówiła dziewczynka.
— Ja też! — rzekł Robak, mrugając w stronę chłopca — chociaż mi się to czasem udawało, ale zawsze robiłem to z wielkim bólem serca.
— Ha! może spróbuję... O, Boże! — krzyknęła nagle.
Srogi ryk ozwał się w pobliżu.
— Jeść! jeść! — grzmiało w powietrzu.
— Goliat się obudził! — krzyknął Janek.
— Taki nic mądrzejszego nie wymyśli — dodał Robak. — Uciekaj, panienko! Ja się schowam wśród rupieci.
Po chwili zjawił się w obejściu zaspany jeszcze potwór; spojrzał dookoła plugawym wzrokiem; przyjrzał się Jankowi i jego więzom, nagle jednak zaniepokoił się, nie widząc czarnego psa.
— Czarny diable! — wrzasnął — gdzie jesteś, czarny diable?
— Łapie ryby! — mruknął wesoło Robak.
— Język mu wydrę i kości mu połamię! — krzyczał Goliat.
W tej chwili ujrzał, że Zosia wytacza opasłą dzieżę z wielkim trudem, był to bowiem ciężar ponad jej siły.
— Co będziesz robić, głupia dziewczyno? — zapytał potwór.
— Rozczynię chleb, bo mi tak kazała twoja matka.
— A mnie dasz prędko jeść?
— Kiedy rozkażesz, panie!
— Daj mi za chwilę nogę tego konia, którego zamordowałem niedawno, ogryzę ja sobie na śniadanie, a tymczasem naostrzę zęby.
Na podwórcu stało toczydło do ostrzenia żelaza; potwór wprawił nogą w ruch okrągły kamień, paszczę otwarł szeroko i ostrzył zęby na kamieniu tak, że skry z nich leciały.
Dziewczyna tymczasem przygotowała wszystko do wypieku chleba i właśnie wyniosła z pieczary ogromną grudę drożdży, którą by można zaczynić sto tysięcy chlebów. Ujrzał to potwór i pyta:
— Co to takiego?
— Jest to smakołyk wyborny, który się dodaje do
— Nie umiem kłamać — mówiła dziewczynka.
— Ja też! — rzekł Robak, mrugając w stronę chłopca — chociaż mi się to czasem udawało, ale zawsze robiłem to z wielkim bólem serca.
— Ha! może spróbuję... O, Boże! — krzyknęła nagle.
Srogi ryk ozwał się w pobliżu.
— Jeść! jeść! — grzmiało w powietrzu.
— Goliat się obudził! — krzyknął Janek.
— Taki nic mądrzejszego nie wymyśli — dodał Robak. — Uciekaj, panienko! Ja się schowam wśród rupieci.
Po chwili zjawił się w obejściu zaspany jeszcze potwór; spojrzał dookoła plugawym wzrokiem; przyjrzał się Jankowi i jego więzom, nagle jednak zaniepokoił się, nie widząc czarnego psa.
— Czarny diable! — wrzasnął — gdzie jesteś, czarny diable?
— Łapie ryby! — mruknął wesoło Robak.
— Język mu wydrę i kości mu połamię! — krzyczał Goliat.
W tej chwili ujrzał, że Zosia wytacza opasłą dzieżę z wielkim trudem, był to bowiem ciężar ponad jej siły.
— Co będziesz robić, głupia dziewczyno? — zapytał potwór.
— Rozczynię chleb, bo mi tak kazała twoja matka.
— A mnie dasz prędko jeść?
— Kiedy rozkażesz, panie!
— Daj mi za chwilę nogę tego konia, którego zamordowałem niedawno, ogryzę ja sobie na śniadanie, a tymczasem naostrzę zęby.
Na podwórcu stało toczydło do ostrzenia żelaza; potwór wprawił nogą w ruch okrągły kamień, paszczę otwarł szeroko i ostrzył zęby na kamieniu tak, że skry z nich leciały.
Dziewczyna tymczasem przygotowała wszystko do wypieku chleba i właśnie wyniosła z pieczary ogromną grudę drożdży, którą by można zaczynić sto tysięcy chlebów. Ujrzał to potwór i pyta:
— Co to takiego?
— Jest to smakołyk wyborny, który się dodaje do
Strony: