Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
Dobrze, a kiedy wróci czarownica?
— Tego nikt nie wie.
— Aha! Jeszcze jedno... Dziewczyna ma upiec chleb?
— Tak!
— Widziałem, jak to robiła twoja matka. Bardzo to zajmujące... Wrzucała coś takiego do dzieży, że rozrobiona wodą mąka straszliwie rosła, tak jak krowa, kiedy się żarłocznie naje mokrej koniczyny... Tak, to bardzo ciekawe... Nie gadaj teraz do mnie, bo przez pewien czas będę głęboko rozmyślał.
— Już jestem niemy!
Robak wpadł w głęboką zadumę, jak w studnię. Długo leżał spokojnie, po czym zaczął się kręcić, tłuc ogonem o ziemię, wreszcie wywalił czerwony ozór.
— Widać, że to bardzo pomaga przy myśleniu — mówił sam do siebie Janek, któremu mimo piekielnego znużenia raźniej uczyniło się na duszy.
Na niebie porobiły się już jasne smugi, a ptaki zaczęły obwieszczać narodziny nowego dnia.
— Mam! — wrzasnął przyciszonym głosem Robak.
— Co masz? — pytał Janek gorączkowo.
— Powiem ci to do ucha, bo może tu w pobliżu być jakieś plugawe stworzenie na usługach czarowników. Słuchaj pilnie...
Przyczołgał się ku Jankowi i długo mu szeptał coś do ucha, czego Janek słuchał zachłannie.
— Dobrze będzie? — zapytał wreszcie.
— Robaku! — szepnął Janek — ty nie powinieneś być psem, ty powinieneś być...
— Nie kończ! Jestem zadowolony z mojego pochodzenia. Zapamiętaj więc wszystko, powtórz Zosi najdokładniej, a może się uda.
— O, Boże — szeptał szybko Janek — bylebym ją tylko zobaczył, zanim Goliat się obudzi.
— Nic łatwiejszego — rzekł Robak — mogę ją tu przyprowadzić, nie wiem tylko, czy to wypada składać damom wizyty o tak wczesnej porze i czy się mnie nie przestraszy?
— Ciebie? Któż by się przestraszył twoich poczciwych oczu!
— Oczy to może mam i poczciwe, tylko minę jakoś mam
— Tego nikt nie wie.
— Aha! Jeszcze jedno... Dziewczyna ma upiec chleb?
— Tak!
— Widziałem, jak to robiła twoja matka. Bardzo to zajmujące... Wrzucała coś takiego do dzieży, że rozrobiona wodą mąka straszliwie rosła, tak jak krowa, kiedy się żarłocznie naje mokrej koniczyny... Tak, to bardzo ciekawe... Nie gadaj teraz do mnie, bo przez pewien czas będę głęboko rozmyślał.
— Już jestem niemy!
Robak wpadł w głęboką zadumę, jak w studnię. Długo leżał spokojnie, po czym zaczął się kręcić, tłuc ogonem o ziemię, wreszcie wywalił czerwony ozór.
— Widać, że to bardzo pomaga przy myśleniu — mówił sam do siebie Janek, któremu mimo piekielnego znużenia raźniej uczyniło się na duszy.
Na niebie porobiły się już jasne smugi, a ptaki zaczęły obwieszczać narodziny nowego dnia.
— Mam! — wrzasnął przyciszonym głosem Robak.
— Co masz? — pytał Janek gorączkowo.
— Powiem ci to do ucha, bo może tu w pobliżu być jakieś plugawe stworzenie na usługach czarowników. Słuchaj pilnie...
Przyczołgał się ku Jankowi i długo mu szeptał coś do ucha, czego Janek słuchał zachłannie.
— Dobrze będzie? — zapytał wreszcie.
— Robaku! — szepnął Janek — ty nie powinieneś być psem, ty powinieneś być...
— Nie kończ! Jestem zadowolony z mojego pochodzenia. Zapamiętaj więc wszystko, powtórz Zosi najdokładniej, a może się uda.
— O, Boże — szeptał szybko Janek — bylebym ją tylko zobaczył, zanim Goliat się obudzi.
— Nic łatwiejszego — rzekł Robak — mogę ją tu przyprowadzić, nie wiem tylko, czy to wypada składać damom wizyty o tak wczesnej porze i czy się mnie nie przestraszy?
— Ciebie? Któż by się przestraszył twoich poczciwych oczu!
— Oczy to może mam i poczciwe, tylko minę jakoś mam
Strony: