Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

przyjaciela w potrzebie. Dosyć o tym! Nie mam czasu na roztkliwianie się moją psią mością. Do rzeczy, do rzeczy! Gadaj, co się tu dzieje?
Janek, wiedząc, że nie poradzi na szlachetny upór, zaczął mu opowiadać wszystko; o czarownicy, która odleciała jako sowa, o Goliacie służebnym, a na samym końcu o Zosi błękitnookiej. O niej mówił z uniesieniem; powtórzył całą jej historię i zakończył ją wśród łez, opowiadając Robakowi, jak straszne jeszcze czekają ją cierpienia, kiedy zostanie żoną Goliata.
— Jak ona zostanie jego żoną, to ja się ożenię z chińską cesarzową! — rzekł Robak.
— A jakżeż my temu przeszkodzimy?
— Mój kochany — mówił poczciwy pies — jeżeli przede mną ucieka księżyc i jak zając zmyka między chmury, to dziwne by było, gdybym nie zmógł potwora, co ma ośle uszy, a co nienajlepiej świadczy o jego inteligencji.
— Tak, ale ledwie uszedłeś z życiem z jego rąk...
— To niczego nie dowodzi; napadł mnie niespodzianie, kiedy byłem głodny i zmęczony, zresztą jest on dwadzieścia razy większy ode mnie, ten zbój. Toteż nie myślę zwyciężyć go siłą; wymyślę coś takiego, że mu w pięty pójdzie. Jeżeli jestem najedzony, mam wtedy bystry umysł i mądrość mnie rozpiera.
— A gdzież to się najadłeś?
— O tym nie warto gadać. Biegałem tu i tam, chcąc się przekonać, czy zające zmądrzały, ale widać, że ogryzanie kory nie wzmaga mądrości, więc się niejednemu z nich niemiła zdarzyła historia, bo biega teraz razem ze mną, trzeba przyznać, że w dobrym towarzystwie.
— Jak to z tobą?
— W moim brzuchu.
— I nie wstyd ci, Robaku, zjadać zające?
— Mój kochany, ja nie jestem cielak, co je trawę, tylko pies, co lubi mięso. Czy to moja wina? Po co my jednak poruszamy te niemiłe sprawy. Kiedy wstanie nasz wróci, Goliat?
— Zapewne niedługo.


Strony: