Bardzo dziwne bajki

Autor: Kornel Makuszyński

siostrę, bo jest biedna bardzo i nieszczęśliwa”.
W tej chwili zaćwierkał cichutko jakiś ptak... Noc przybladła, jak gdyby przeminęła już czarna jej rozpacz i na twarzy blady tylko pozostał smutek. Janek, zmęczony śmiertelnie, przymknął oczy, aby zasnąć choć na chwilę, gdy wtem poczuł coś szorstkiego na twarzy.
— Robak! — krzyknął.
— Tak, to ja i ledwie żywy. Pominąwszy już to, że mi potwór kości poprzetrącał, napracowałem się przed niedawnym czasem ponad psie pojęcie.
— Gadaj prędko, gadaj prędko!
Robak, nie ukrywając chełpliwości, opowiedział całą historię z piekielnym psem, jak go chytrze podszedł i na hak przywiódł.
— Siedzi teraz, biedaczyna, w skalnym kociołku i rozmawia z rybami. Zasłużył na to, nie z tego powodu, że jest dziki i krwawy, co można psu przebaczyć, jeśli był źle wychowany i przebywał w nieodpowiednim towarzystwie, ale za to, że jest taki głupi. Powiadam ci, że mi wstyd było, że może na tym świecie być pies tak mało inteligentny. Pokazuję mu gwiazdy, powiadam, że to gęsi, a ta psia jucha temu uwierzył. Gdybym mu był przez połowę nocy tłumaczył, że na moim ogonie kwitną róże, byłby także uwierzył. Za dużo miał, widać, na sobie tłuszczu, co źle wpływa na lotność wyobraźni i na dowcip... Dość że numer pierwszy z tej czarodziejskiej menażerii jest już unieszkodliwiony. A teraz trzeba zająć się następnym. Gadaj teraz wyraźnie, co się tutaj dzieje?
— Powiem ci wszystko, ale, Robaku miły, ty upadasz ze znużenia. Czy nie byłoby dobrze, abyś zaszył się gdzieś w gąszcze, pożywił się i odpoczął?
— Źle mnie sądzisz, drogi Janku — rzekł z wyrzutem Robak. — Jakże to ja mam odpoczywać, kiedy nad tobą wisi nieszczęście? Będę miał czas na odpoczynek...
— Ale przedtem zemrzesz z utrudzenia.
— To zemrę, ale nikt nie powie, że pies Robak opuścił


Strony: