Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
Pokaż mi się, a wydrę ci serce!
— Gdybym chciał — odrzekł Robak — wydarłbym ci i serce, i wątrobę.
— A ja tobie serce, wątrobę i śledzionę!
— A ja tobie serce, wątrobę, śledzionę, żołądek!
— A ja tobie serce, wątrobę, śledzionę, żołądek i nerki.
— A ja tobie — zakrzyknął Robak — serce, wątrobę, śledzionę, żołądek, nerki i... i... poczekaj, a za chwilę sobie przypomnę i wydrę ci to, o czym na razie zapomniałem. A wiesz, za co?
— Mało mnie to obchodzi!
— Ale ja ci powiem: za to, że brat pies w ten sposób wita brata psa.
— Ja nie jestem psem! — warknął czarny.
— A cóż ty jesteś?
— Ja jestem diabeł, czarny diabeł! Bój się mnie!
„To jakiś bałwan, niespełna rozumu” — ucieszył się Robak; potem dodał głośno: — Od razu tak sobie pomyślałem i dlatego bałem się z tobą walczyć. Zabiłbyś mnie jednym uderzeniem łapy. Straszny ty jesteś diabeł! Przebacz mi, że się uniosłem i śmiałem ci grozić, ale szczerze tego żałuję. Gdyby nie było tak ciemno, widziałbyś, że z wielkiego żalu gorzko płaczę. O, wspaniały, czarny diable! A dlaczego ty jesteś diabłem?
— Bo służę u diabłów i oni mnie tak przezwali.
— Patrzcie, patrzcie! To ty jesteś taki potężny?
— Mogę zrobić wszystko, co mi się podoba.
— Patrzcie, patrzcie! I czy także wszystko wiesz?
— Ja wiem, jak trawa rośnie!
Robak cmoknął z wielkiego podziwu.
— To zdumiewające! — zakrzyknął i ostrożnie wychynął z cienia. Mizernie wyglądał wobec potwornego brytana, który mu się przyglądał ciekawie. — Ale z pewnością tego nie możesz wiedzieć, czy w tym czarnym domu jest mały chłopiec, którego tam niedawno przynieśli?
— Zadajesz mi niemądre pytania. Widziałem go przed chwilą. Leży związany i wciąż woła jakiegoś robaka. Głupi to
— Gdybym chciał — odrzekł Robak — wydarłbym ci i serce, i wątrobę.
— A ja tobie serce, wątrobę i śledzionę!
— A ja tobie serce, wątrobę, śledzionę, żołądek!
— A ja tobie serce, wątrobę, śledzionę, żołądek i nerki.
— A ja tobie — zakrzyknął Robak — serce, wątrobę, śledzionę, żołądek, nerki i... i... poczekaj, a za chwilę sobie przypomnę i wydrę ci to, o czym na razie zapomniałem. A wiesz, za co?
— Mało mnie to obchodzi!
— Ale ja ci powiem: za to, że brat pies w ten sposób wita brata psa.
— Ja nie jestem psem! — warknął czarny.
— A cóż ty jesteś?
— Ja jestem diabeł, czarny diabeł! Bój się mnie!
„To jakiś bałwan, niespełna rozumu” — ucieszył się Robak; potem dodał głośno: — Od razu tak sobie pomyślałem i dlatego bałem się z tobą walczyć. Zabiłbyś mnie jednym uderzeniem łapy. Straszny ty jesteś diabeł! Przebacz mi, że się uniosłem i śmiałem ci grozić, ale szczerze tego żałuję. Gdyby nie było tak ciemno, widziałbyś, że z wielkiego żalu gorzko płaczę. O, wspaniały, czarny diable! A dlaczego ty jesteś diabłem?
— Bo służę u diabłów i oni mnie tak przezwali.
— Patrzcie, patrzcie! To ty jesteś taki potężny?
— Mogę zrobić wszystko, co mi się podoba.
— Patrzcie, patrzcie! I czy także wszystko wiesz?
— Ja wiem, jak trawa rośnie!
Robak cmoknął z wielkiego podziwu.
— To zdumiewające! — zakrzyknął i ostrożnie wychynął z cienia. Mizernie wyglądał wobec potwornego brytana, który mu się przyglądał ciekawie. — Ale z pewnością tego nie możesz wiedzieć, czy w tym czarnym domu jest mały chłopiec, którego tam niedawno przynieśli?
— Zadajesz mi niemądre pytania. Widziałem go przed chwilą. Leży związany i wciąż woła jakiegoś robaka. Głupi to
Strony: