Bardzo dziwne bajki
Autor: Kornel Makuszyński
zaszły mu bielmem. Stracił czucie i nie widział, jak potwór chwycił Janka, przerzucił go sobie bezwładnego na ramię, jak pusty, chudy wór i, wydając porwane, chrapliwe okrzyki, zginął gdzieś wśród skalistych jarów.
Po długiej chwili ból ocucił nieszczęsnego Robaka; sam sobie nie dowierzał, że jeszcze żyje. Twarde też było to wymizerowane życie, jeśli z niego nie uleciało po takim ciosie. Biedny pies otworzył z trudem oczy i pierwszym spojrzeniem szukał Janka. Poczuł w sercu dotkliwy ból, kiedy go nigdzie nie ujrzał; zaczął sobie przypominać okropną historię i na jej wspomnienie wydobyło mu się z gardła głuche, stłumione, jak gdyby krwią oblane wycie. Stało się coś strasznego, a on tu leży bezsilny, zmiętoszony i nędzny, jak krwawy łachman. Próbował podnieść się i uczynił to z bolesnym wysiłkiem. To jedno rozumiał, że choćby miał ducha wyzionąć, musi wstać i biec na ratunek tego, którego ponad wszelkie pojęcie miłowało jego wierne serce. W każdym włóknie ciała czuł ból dotkliwy i piekący, ale wstał i utrzymał się na nogach, bardzo drżących i bezsilnych. Pił zachłannie chłodne, czyste powietrze, potem ostrożnie, cicho skowycząc przy każdym ruchu, począł się wlec w tę stronę, skąd go dochodził cichy i senny szmer wody. Kiedy ją odnalazł, pił zachłannie i długo, czując, że mu sił przybywa. Położył się potem i rozmyślał.
„Jeżeli — mówił sobie — pójdę teraz walczyć z potworem, on mnie zabije, bo na dobrą sprawę nie mógłbym teraz zabić nawet muchy. Rozmyślaj, Robaku, rozmyślaj! Od tego zależy życie Janka, czy będziesz myślał roztropnie, czy głupio! Co ci mówi twój wielki rozum? Twój wielki rozum powiada ci, abyś przede wszystkim nabrał sił, a potem poszedł do walki. Dobrze! Ale ty, Robaku, jesteś mały, a potwór jest wielki. Cóż z tego wynika? Z tego wynika, że w walce otwartej nie dasz mu rady i trzeba będzie
Po długiej chwili ból ocucił nieszczęsnego Robaka; sam sobie nie dowierzał, że jeszcze żyje. Twarde też było to wymizerowane życie, jeśli z niego nie uleciało po takim ciosie. Biedny pies otworzył z trudem oczy i pierwszym spojrzeniem szukał Janka. Poczuł w sercu dotkliwy ból, kiedy go nigdzie nie ujrzał; zaczął sobie przypominać okropną historię i na jej wspomnienie wydobyło mu się z gardła głuche, stłumione, jak gdyby krwią oblane wycie. Stało się coś strasznego, a on tu leży bezsilny, zmiętoszony i nędzny, jak krwawy łachman. Próbował podnieść się i uczynił to z bolesnym wysiłkiem. To jedno rozumiał, że choćby miał ducha wyzionąć, musi wstać i biec na ratunek tego, którego ponad wszelkie pojęcie miłowało jego wierne serce. W każdym włóknie ciała czuł ból dotkliwy i piekący, ale wstał i utrzymał się na nogach, bardzo drżących i bezsilnych. Pił zachłannie chłodne, czyste powietrze, potem ostrożnie, cicho skowycząc przy każdym ruchu, począł się wlec w tę stronę, skąd go dochodził cichy i senny szmer wody. Kiedy ją odnalazł, pił zachłannie i długo, czując, że mu sił przybywa. Położył się potem i rozmyślał.
„Jeżeli — mówił sobie — pójdę teraz walczyć z potworem, on mnie zabije, bo na dobrą sprawę nie mógłbym teraz zabić nawet muchy. Rozmyślaj, Robaku, rozmyślaj! Od tego zależy życie Janka, czy będziesz myślał roztropnie, czy głupio! Co ci mówi twój wielki rozum? Twój wielki rozum powiada ci, abyś przede wszystkim nabrał sił, a potem poszedł do walki. Dobrze! Ale ty, Robaku, jesteś mały, a potwór jest wielki. Cóż z tego wynika? Z tego wynika, że w walce otwartej nie dasz mu rady i trzeba będzie
Strony: